Mam uczulenie na słońce (przekleństwo!), więc osoby o słabych nerwach i wysokich wymaganiach estetycznych grzecznie informuję, że zaczynam właśnie świecić swoją jasną skórą i zamierzam robić to do końca lata. Sorry, guys! Sukienka, którą widzicie na zdjęciach, a która gościnnie wystąpiła już przy okazji tej stylizacji, dzielnie walczy o tytuł królowej lata. To jedno z nielicznych ubrań, które zostało w mojej szafie po dniu, w którym stwierdziłam że mam za dużo ciuchów (słaba ze mnie szafiara) i muszę je oddać/wyrzucić/sprzedać. Od tamtego dnia nic nie jest takie samo. Nie zdziwcie się zatem, jeśli trzy dni pod rząd spotkacie mnie w tym samym outficie (asceta stajl). Desperackie czasy skłaniają do desperackich czynów.
PS Majówka w pełni. Niegdyś wdrapywałam się na wyżyny buntu, tworząc takie wpisy, jak ten: Zachowuję resztki dawnej błyskotliwości. Kilka lat później napiszę tylko: nie róbcie niczego, czego nie zrobiłabym ja. Ave!
fot. Paweł Bielecki
sukienka: asos, sandały: zara, okulary: la specs




