
Dziś z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru mam dla Was recenzję jednego z moich ulubionych współczesnych dramatów: Między nami dobrze jest Doroty Masłowskiej. Nie miałam jeszcze okazji zobaczyć tej sztuki na deskach teatru, ale mam nadzieję, że niebawem to się zmieni.
Na wstępie, z radością pragnę oświadczyć, iż pozycję doczytałam do końca, co przy wcześniejszych książkach Masłowskiej takim oczywistym znowuż nie było. Między nami dobrze jest, to (uwaga, będę skandować) GENIALNA tragifarsa o destabilizacji tożsamości narodowej Polaków, prześmiewczy traktat o naszej mentalności, stereotypowych wadach i zmartwieniach. Przecież każdy wie, że Polska to taki brzydki kraj, w którym wciąż zimno i wciąż bidno…
Oto Halina (l.49), przedstawicielka klasy niższej, specjalistka od przemieszczania palet klasyczną metodą fizyczną, menadżerka usuwania wyjątkowo ludzkich zanieczyszczeń sanitarnych – żyje jakby w ciągłym niebycie. Nie ma urlopu, a posiada albumy zdjęć z wakacji, na których przecież też nie była. Wstaje wcześniej, niż się położy, a jej życiowa dewizą jest spostrzeżenie za darmo, więc stać mnie – uknute przy osiedlowym kontenerze, tudzież pojemniku sygnowanym marką Caritas. Halina godnie reprezentuje zakon kobiet, których granice królestwa ściśle wyznaczone są przez sprzęty gospodarstwa domowego, a którym nie pozwala się rozporządzać własnym życiem. Ubierają się w Domu Mody Tesco, wychwalając między sobą buty ze skaju, torbę z dermy, wywyższając do rangi przedmiotu must-have podkoszulek przetarty na cycach. Halina zamieszkuje wraz z Małą Metalową Dziewczynką i Osowiałą Staruszką w jednym pokoju mieszkania komunalnego. Mają dylemat z powodu rozbieżności pomiędzy ich realnym życiem, a tym, co zdołają wyczytać w prestiżowym periodyku Nie dla ciebie. Wspólne dywagacje prowadzą do stwierdzenia, iż każdy chce nie żyć, a dostrzeżenie w judaszu sąsiada wnoszącego nową lampę z IKEI – obiektu pożądania każdego obywatela utwierdza je tylko w przekonaniu, iż niesprawiedliwość jest taka niesprawiedliwa…
W ich głowach rodzi się więc bunt. Nie jestem Polką. Jestem Europejką, nie jesteśmy Polakami, tylko normalnymi ludźmi… Jedynym wyjściem z tej nader trudnej sytuacji, wyzwoleniem się z kraju, gdzie przez pół roku jest zimno i wieje nędzą, programy w telewizji są mało śmieszne, a narodowe dowcipy mega głupie, jest nienarodzenie się, bądź zbiorowe rodzinne samobójstwo i powrót w korzystniejszych inkarnacjach.
Ot, mocna historyjka made from Poland.
[fot. K. Dąbrowski]