REAL LIFE

01.05.2010 (11) (960x640)
 

Nie każdy wie, że większość szafiarskich sesji kończy się kłótnią małżeńską. Legenda głosi, że jeżeli fotografem jest twój współtowarzysz życia, szansa na dokonanie morderstwa w trakcie robienia zdjęć wzrasta pięciokrotnie. Na początku jest cudownie: planujecie jakich-to-wy-dzisiaj-fot nie zrobicie, włosy dęba staną tym szatniarkom jednym. Pakujecie sprzęt i macie jeszcze skrawki nadziei, że może tym razem nie szykujecie się na front. Ale klamka zapadła. Wyruszacie na wojnę.

Już po trzech pierwszych minutach padają mniej lub bardziej celne strzały: za szybko robisz mi te zdjęcia, jeszcze nie zdążyłam się ustawić; nie w tę stronę, róbmy w tę, tam jest lepsze tło; rób, żebym wyglądała ładnie; chodźmy już do domu, zimno mi; nie chcę już żadnych zdjęć, odechciało mi się; już skończyliśmy, co tak szybko?; jak będziesz czegoś potrzebował, też ci nie pomogę; miałam taki dobry humor, dzięki, że zepsułeś mi dzień; IDĘ STĄD; kończmy już, głodna jestem; takie zdjęcia, to sama mogę sobie zrobić; postaraj się bardziej, nie na odpieprz.

Przeciwnik nie pozostaje dłużny. Z gracją wytacza ciężkie działa: zrób normalną minę, nie taką; jak ci się nie podoba, to znajdź sobie innego fotografa; więcej nie robię ci zdjęć; nie stój tak, rób coś; źle pozujesz, zrób coś szalonego; nie rób cyrków, sąsiedzi patrzą.

Oczywiście na sesji zdjęciowej sprawa się nie kończy. Wystarczy przejść do kolejnego etapu, jakim jest wybieranie fotek, by rozpocząć prawdziwą batalię: ale czemu mi nie powiedziałeś, że ta kokardka jest krzywo?; nie podobają mi się te zdjęcia; złe ujęcia; brzuch mi widać; kasuję te zdjęcia, brzydkie są; kadry są zbyt oczywiste (każdy lubi poczuć się jak Junior Brand Manager), przerób mi proszę fotki, TERAZ.

Miłość do szafiarki wymaga ofiary.