Nie wiem w jaki sposób planujecie swoje podróże, ale ja od czasu, kiedy dałam się zwieść ładnym zdjęciom hostelu w Singapurze, a ostatecznie wylądowałam w norze, po której biegały jaszczurki, dokładnie czytam recenzje zamieszczone w Internecie. Pomyślałam więc, że podzielę się z Wami moimi opiniami na temat miejsc, które przyszło mi odwiedzić w miniony weekend podczas krótkiej wizyty w Gdańsku – może komuś z Was ułatwią organizację wycieczki.
RESTAURACJE
Okazało się, że z hotelu przy plaży w Jelitkowie, w którym stacjonowaliśmy w piątek o wiele bliżej nam do sąsiedniego miasta, niż do centrum Gdańska. Byliśmy bardzo głodni, więc szczerze mówiąc nie sugerowaliśmy się żadnymi opiniami w Internecie, a jednym warunkiem było dla nas w tamtym momencie możliwie jak najszybsze dotarcie na miejsce. W taki oto sposób znaleźliśmy się w amerykańskiej restauracji Star Texan w Sopocie. Z początku przeraził nas trochę pusty lokal, ale w momencie, kiedy kelnerka postawiła przed nami talerze z jedzeniem, jakoś przestało nam to przeszkadzać. Ja wybrałam polędwiczki z kurczaka, z frytkami, sałatką oraz sosem BBQ (wybaczcie, ale jadam proste dania), Paweł zdecydował się na filet z dorsza podawany z fasolką szparagową, migdałami i czosnkiem oraz ryżem. Oboje byliśmy zadowoleni z wyboru i zaskoczeni rozmiarem porcji. Śmiało możemy polecić Wam to miejsce.
W sobotę razem z Rien i Pawłem wybraliśmy się do restauracji chińskiej Yang Guang przy ul. Stągiewnej 1 w Gdańsku. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, byliśmy głodni i zmęczeni, więc wybór padł na knajpę, która znajdowała się najbliżej naszego hotelu. Jak na lokal, który wybraliśmy dramatycznie przypadkowo, mile się zaskoczyłam. Mój kurczak w sosie słodko-kwaśnym był rewelacyjny! Nie znam się zbytnio na kuchni azjatyckiej, ale naprawdę już dawno nie jadłam takich pyszności. Gwarantuję również, że cena jest adekwatna do jakości i rozmiaru dania.
NOCLEG
Pierwszego dnia naszego pobytu zarezerwowaliśmy nocleg w Golden Tulip w gdańskim Jelitkowie. Nauczona poprzednimi wizytami na BFG wiedziałam, że jeśli wylądujemy gdzieś w centrum, szanse na to, że wyskoczymy na plaże będą znikome. Dzięki Sekretnej Ofercie na Booking.com (polecam subskrybować) udało nam się zamówić 2-osobowy pokój ze śniadaniem poniżej 150 zł, a dodatkowo dzień przed przyjazdem okazało się, że w głównym budynku nie ma już wolnych pokoi standard i w ramach rekompensaty przydzielono nam studio, w skład którego wchodził salon z aneksem kuchennym i sypialnia. W cenie pobytu był również dostęp do strefy SPA z basenem i sauną. A wszystko to 300 metrów od plaży! Gorąco polecam to miejsce, my byliśmy zachwyceni pobytem tam. Jedyny minus: hotel nie akceptuje zwierząt.
Totalną porażką okazał się za to Hotel Parnas, do którego przenieśliśmy się kolejnego dnia. Co prawda sam obiekt umiejscowiony jest w samym centrum miasta (ul. Spichrzowa), ale właściwie na tym kończą się jego zalety. Mogłabym długo wymieniać jego wady: twarde łóżka i poduszki, brak windy (co przy 4 piętrze i ciężkich walizkach robi się problematyczne), ubogie śniadanie. Cztery gwiazdki hotel zdobył chyba w systemie egipskim.
Jeśli jest jakieś miejsce w Trójmieście, którego podczas kolejnej wizyty nie mogę ominąć, nie krępujcie się o nim wspomnieć w komentarzu.