Wskoczyłam dziś ochoczo w sukienkę z optymistycznym florystycznym akcentem (jeszcze 103 dni do wiosny!). Jako, że sukmana sama w sobie triumfuje wzorem i fasonem (gdyby była trochę lepiej dopasowana mogłabym ją uznać nawet za sukienkę życia) postanowiłam ograniczyć jej towarzyszy do minimum. Nie żebym była specjalnym zmarzluchem, ba, wręcz uważam się za gorącą dziewczynę, ale po krótkim spacerze musiałam zakrzyknąć 'ramonesko, czy ty do cholery wiesz jak jest zimno?’. No ale jakoś dotrwałyśmy szczęśliwie na wietrze. Oraz pragnę oznajmić, że ani razu nie potknęłam się w tych butach. Sygnał na brawa, można również składać gratulacje, jak kto woli. Satysfakcja niemożliwie wielka.
Za fryzurę na zdjęciach odpowiada wicher nad wichrami.
fot. Paweł
sukienka: romwe, ramoneska: levi’s, szalik: h&m, buty: deezee.pl


