wieczna nostalgia panuje na wydziale polonistyki

Najgorsze, co może być, to dać sobie coś wmówić. A, że kościół jest dobry, jeśli seks, to tylko po ślubie, że Polska to ładny i tolerancyjny kraj, że wszystkie polonistki to okularnice, że jeśli blog szafiarski, to mowa tylko o szmatach itd. Ja na pewno nie dam sobie wmówić, że wszelkie neologizmy, skróty myślowe i inne dziwolągi są potrzebne polszczyźnie. Z całego serca nie znoszę wyrazów: cefałka, biżu (jako skrót od biżuterii), narapa (jako połączenie słów 'nara’ i 'pa’), feciu (że niby 'fujka’, tzn. coś niefajnego), mi to tito (WTF?!!), non toper (WTF2!!!!), krejzol, żal.pl (żal.pl), gastro, jarać się, foch… o zapożyczeniach z j. ang nie wspominając. Są jakieś wyrazy/ wyrażenia, które irytują Was?

fot. Paweł
blouse: cubus, tk maxx, skirt: stradivarius, hat: hathat, necklace: panda eyes jewellery, bag: romwe, shoes: melissa (hego’s)