Johnny, I’m only dancing*

Pisałam już kiedyś o tym, że mam swojego faworyta na słowo wytrych roku – będzie nim z pewnością HIPSTER. Jest z nim trochę, jak z określeniem vintage, każdy go używa, ale nie każdy do końca wie, co znaczy. I o ile w przypadku poszukiwań ubrań vintage wybierało się na przejażdżki do lumpeksów, tak w przypadku bycia hipsterem pozostaje tylko zaopatrywać się w śmietnikach, lub kontenerach z odzieżą PCK.
The word hipster will never, ever go away, the word hipster should always be with us!

Niżej znajdziecie mini foto-relację z wrocławskieg sabatu szafiarek. No wiecie, te nasze wrocławskie spotkania nie są takie zwyczajne, bo jak już uda nam się zebrać, to na pogaduchy wpada nawet Maciek!

A dzisiaj idę na jego pokaz! A niedługo na blogu konk, w którym do wygrania niewykorzystana saszetka z cukrem prosto od Zienia!
jacket: levis, blouse: CCKT, dress: asos, scarf: india shop, bag: river island
(buty– made in china, ale dają radę już trzeci sezon)
* tytuł notki nie jest o dziwo tytułem piosenki Bowie’go, a nazwą zespołu, o którym niedługo będzie głośno
(bo jestem jego managerem! ;)
na zdj. Rykoszetka, ja i Kinia*, fot. Erill
Jeśli kiedykolwiek będziecie we Wrocławiu, walcie drzwiami i oknami do Kingi, by zechciała się z wami spotkać. Jest tak niesamowicie wesołą, szaloną i energiczną osobą, że chyba nie da się tego opisać. Za każdym razem, kiedy rzuci jakąś anegdotę, umieramy ze śmiechu, dławiąc się jednocześnie dymem papierosowym. Ale cóż, jest taka prosta zależność pomiędzy paleniem a zaciąganiem się ideą.
Kinga perfekcyjnie podsumowała blogowych anonimów: 'to tak, jak by ktoś chodził po mieszkaniach, od domu do domu, pukał i mówił ci, że masz chujową meblościankę’. amen