W minionym tygodniu uczestniczyłam w modowych targach Bread&Butter w Berlinie. Pierwszy raz miałam okazję brać udział w evencie tego wymiaru i rozmiaru. Uwierzcie, że 650 stoisk i 355 hektarów powierzchni nieczynnego już lotniska Tempelhof w Berlinie potrafi dać w kość nawet największym fashion victim.
Na targach marki zaprezentowały swoje kolekcje wiosna/lato 2011. Było co oglądać. Wszystkie brandy zadbały o niepowtarzalny wystrój swojego stoiska, kusiły darmowymi gadżetami oraz cateringiem. Niektóre marki były genialne- mi szczególnie przypadł do gustu sektor Fashion Now oraz Street Fashion. I najbardziej bolał fakt, że niczego nie można było kupić,a w głowie kołatały się już myśli o roztrwonieniu oszczędności, których nie mam.
Jestem na jednym jedynym zdjęciu z tego względu, iż to właśnie moje oko i moja rączka nietknięta jeszcze płynem do zmywania naczyń pstrykała fotki.
Polecam wypad na wydarzenie tego formatu, w końcu to największe targi modowe w Europie. Kolejne już w styczniu. To jak, widzimy się ?















