dzięki takim wydarzeniom, jak np. to z dziesiątego kwietnia tegoż roku pańskiego
uswiadamiam sobie, jak błahymi [by nie rzec gównianymi], rzeczami się na co dzień zajmuję
ot- prowadzę m.in. bloga o CIUCHACH! kryste elejson
czasami mnie to dołuje, czasami jestem z tego powodu szczęśliwa [ z robienia rzeczy mało istotnych], czasami widzę w tym jakiś sens, a czasami nie
ale w większości przypadków nie rozprawiam ze swoim ego nad stroną etyczną, nie rozprawiam, czy jestem za, czy przeciw, bo nie jestem ani za ani przeciw. jestem nad, lub obok.
toteż takie sytuacje dają jakiś impuls, podpowiadają, by robić w życiu coś ważnego, bo też niewiadomo, kiedy nadejdzie kres żywota mego. i pewnie, jak większość z was, spędzałabym całe dnie, od szóstej do dwudziestej piątej ze swoimi najbliższymi…, gdyby nie rzeczywistość…
takie dni, jak tamten jeszcze mocniej umacniają mnie w mojej niewierze i jednocześnie udowadniają, że jesteśmy tylko marnym pyłem wszechświata. nasza śmierć nie zmieni biegu rzeki, świat nie odczuje naszej nieobecnośći. po chwili zadumy każdy wróci do swojego własnego życia, tak jak ja teraz. jak gdyby nigdy nic wkurwiam się znowu na ludzi w autobusie, na grubego pana zniszczonego tłustym jedzeniem, na pracę w sztucznym pomieszczeniu bez okien, zimne mieszkanie, nielojalność znajomych, na stawianie sobie samej wymagań, na bałagan, na pogodę itd…
a potem myślę sobie, że nie ma co brać tak życia całkiem serio, bo przecież jest ono tylko jednym z etapów…
od soboty, prócz korekt w programie telewizyjnym, w moim życiu nie zmieniło się nic.
nic, poza coraz ostrzejszym wgłębieniem zmarszczek mimicznych układających się w [ mam nadzieję, dosyć widoczne] wypierdalać
bo takie sytuacje jak ta, potrafią trafnie i bezbłędnie zweryfikować 'przyjaciół’
tyle tytułem wywodu, na który miałam ochotę, dlatego się tu znalazł.
tył sukienko/ narzutki TU
to, jak wyglądam jest dopełnieniem tego, jak myślę, więc błądzicie tu, szukając opisów fasonów, trendów, materiałów, inspiracji…
jako blogger, wzięłam udział w tajemniczej jak dla mnie akcji
do przeczytania dostałam książkę Paolo Giordano 'Samotność liczb pierwszych’
ponieważ skutkiem studiowania filologii polskiej, książki czytam w zawrotnym tempie,
ta, jak to trafnie ujęła pani BZU wypchała mi, może nie wieczór, ale dobry weekend.
i choć nie lubię powieści, w których na przestrzeni kilku kartek mija niemalże dekada życia głównego bohatera, książkę wchłonęłam pośpiesznie i z umiarkowanym zachwytem.
lubię książki i filmy, które mają otwarte zakończenia, lub te, które nie kończą się happy-endem, może dlatego, że są bliższe życiu
niemniej jednak, jedyny cytat jaki z książki zapamiętałam, brzmiał mniej więcej tak:
’decyzję podejmujemy w kilka sekund, lecz z jej konsekwencjami walczymy całe życie’
i tą oto sentencją zakończę swoje dywagacje…



