„Twarz rozgrymaszonego bachora” – pisała o nim Agnieszka Osiecka; „Król Kameralnej” – mówiono o nim w Warszawie. Legenda polskiej literatury. Hipochondryk. I romantyk – ostatecznie z każdą dziewczyną, z którą poszedł do łóżka, chciał się żenić.
Kim naprawdę był Marek Hłasko?
Z okazji 45 rocznicy śmierci M. Hłaski Wydawnictwo Agora zainicjowało reedycję utworów pisarza. Cykl wydawniczy rozpoczęto od publikacji jego listów. Całość opracował Andrzej Czyżewski, kuzyn pisarza, który dotarł do wielu niepublikowanych dotąd dokumentów, zbierając finalnie 363 listy. Warto zaznaczyć, że przed publikacją Czyżewskiego, w druku (w książce Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej) ukazało się zaledwie 158 listów. Dotarcie do kolejnych materiałów rzuciło nowe światło na życie i twórczość pisarza, choć w moim odczuciu od jednostronnego zbioru listów znacznie ciekawsze byłoby opublikowanie korespondencji – czyli listów wraz z odpowiedziami adresatów. Jak podaje jednak autor książki, realizacja tego zadania nie była do końca możliwa, ponieważ tych ostatnich nie zachowało się zbyt wiele.
W książce Czyżewskiego znajdziemy listy do Jerzego Giedroycia, Juliusza Sakowskiego, Sonji Ziemann, Zuli Dywińskiej, Jerzego Pressa, Jerzego Andrzejewskiego, Zygmunta Hertza i innych. Największą przyjemność sprawiła mi lektura listów do Agnieszki Osieckiej, które występują tu co prawda w mniejszości (dokumenty artystki zostały zastrzeżone przez spadkobierców oraz zdeponowane w Muzeum Literatury), ale odznaczają się wyjątkowym nastrojem.
„Znalazłem sobie świetną formułę i klucz do życia: postanowiłem nic nie robić, aby nie mieć potem wyrzutów sumienia, że w czymkolwiek uczestniczyłem.”
— List do Agnieszki Osieckiej, maj 1958
Najbogatszy objętościowo zbiór to z kolei listy do matki. Trzeba przyznać, że momentami to jednak lektura dość nużąca. W szczególności w końcowym okresie życia pisarza, kiedy korespondencja ogranicza się do wzajemnych oskarżeń i wyrzutów.
Z listów pisanych przez Hłaskę można wyciągnąć wiele informacji o jego prywatnym życiu. Mamy szansę podejrzeć, w jaki sposób pracował i jakie były motywy powstawania konkretnych opowiadań, a to z kolei pozwala na stworzenie nowych interpretacji znanych utworów. Listy pokazują również, jak jedna sprawa mogła być różnie przedstawiana, w zależności od tego, do kogo pisany był list.
Dzięki zachowanym dokumentom poznajemy nieznaną twarz Marka Hłaski, jakże inną od dorabianej mu przez prasę gęby hulaki i bawidamka. Okazuje się, że pod maską twardziela krył się wrażliwy facet, a także pisarz, który potrafił dbać o swoje interesy. Pod kątem tej ostatniej kwestii szczególnie interesujące są rozmowy z jego wydawcami, z którymi ustalał najważniejsze kwestie dotyczące utworów, rozwiewał wątpliwości dotyczące problematyki danego opowiadania, wielokrotnie wykonywał korektę oraz pilnował, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. W swoich tekstach Hłasko nie zgadzał się na najmniejszą ingerencję osób trzecich, a już najmocniej rozsierdzały go próby ułagodzenia języka, jakim się posługiwał. Domyślam się, co czuł, bo i mnie usiłuje się co jakiś czas utemperować językowo, co zupełnie mi nie w smak.
Pisał:
„(…) Co do ordynarnych słów to bieda z tym. Ordynarnego słowa zastąpić nie można innym, bo wtedy to jest inne słowo.”
— List do Jerzego Giedroycia, wrzesień 1964
„(…) W żadnym wypadku nie godzę się na zmiany poczynione przez Pana. Rezygnuję z publikacji, o ile nie jest Pan w stanie zaakceptować mojego tekstu. Jeśli ja piszę 'będę ją rżnąć’, to chcę, aby tak było i proszę mi nie poprawiać na 'spać z nią’ (…)”
— List do Juliusza Sakowskiego, marzec 1966
W moim odczuciu lektura Listów przypadnie do gustu przede wszystkim wielbicielom twórczości pisarza, może stanowić ciekawy aneks do jego biografii lub komentarz do utworów. Wydawać by się mogło, że oto dane nam poznać prawdziwego Hłaskę, bez masek i poza oczekiwaną konwencją. Wiedząc jednak, że pisarz był świadomy kontroli korespondencji w ojczystym kraju, pozostaje nam się jedynie zastanowić, czy właściwie było stać go na szczerość…
(…) życie bez przestrzegania pewnych form zamienia się najpierw w piekło, a potem po prostu w gówno.”
— List do Jerzego Giedroycia, lipiec 1962
PS Zainteresowanym polecam dokument o pisarzu „Z nimi żyłem, z nimi piłem, ich kochałem”, a także wywiad w radiowej audycji „Muzyka i Aktualności” z udziałem Hłaski.
* Tytuł notki to cytat z opowiadania „Namiętności” pisarza.


