Każdego dnia uczę się czegoś nowego. A to, żeby wywiady autoryzować razem z tytułami, albo żeby w dni robocze w godzinach od 8-17 nie płakać, gdyż przysparza to wiele problemów natury społecznej.
Żeby nie planować z wyprzedzeniem wykraczającym poza kolejny dzień i by opanować kompulsywne spożywanie kabanosów w drodze z hipermarketu do samochodu, albowiem nie przystoi to ludziom sztuki. I żeby posłuchać się głowy, kiedy ta mówi: weź wstań i żyj dziś jak bohater, bo dlaczego nie. Żeby nie czekać szaleńczo na wiosnę, ponieważ ta przybywa w orszaku alergii córy nieproszonej; żeby nie patrzeć krzywo na ludzi, którzy targują się w pociągu o cenę kawy (bo bez cukru) i żeby już nie rozpowiadać na lewo i prawo, jaka ta Warszawa, stolica Polski jest brzydka i nieprzyjazna matkom z dziećmi. Ale żeby jednocześnie nie puszczać do niej oka.
Diabli wiedzą, czym to się skończy ale dobrze, że się zaczyna. A. Sapkowski













