Dziś swoją premierę na blogu (i w życiu) ma moja nowa sukienka. Z okazji tego święta zabrałam ją na spacer po Wrocławiu.
U krawca byłam dokładnie raz jeden w życiu. Jestem stosunkowo wymiarowa, nie trzeba mi skracać nogawek u spodni ani wszywać dodatkowych gumek w pasie, nie miałam też nigdy specjalnych zachcianek, więc i obchodziłam się bez usług tego specjalisty. Raz jeden kupiłam w lumpeksie piękny obrus i po tym jak nie podpasował mi jednak ani jako nakrycie stołu ani jako inna ozdoba domowa, postanowiłam zrobić z niego spódnicę. Udałam się wtedy do uroczej starszej pani w moim rodzinnym mieście, a ona z kawałka wzorzystego materiału wyczarowała ubranie, o jakim nie śniło się filozofom (no dobra, trochę przesadziłam).
Sukienkę, którą dzisiaj przekornie założyłam jako spódnicę, uszyła dla mnie z kolei Asia z bloga Lola Joo. Jeśli szukacie inspiracji na robótki ręczne (jakkolwiek to brzmi :) lub chcecie zrealizować jakiś szaleńczy pomysł, zerknijcie do niej, na pewno się nie zawiedziecie.
fot. Paweł
sukienka: Lola Joo, płaszcz: H&M, buty: bronx, torebka: vero stilo


