W sierpniu to ja się za dużo nie naczytałam, bo udało mi się skończyć zaledwie cztery książki. Choć umówmy się – książka tygodniowo to nie jest chyba jakiś specjalny powód do wstydu.
- Infuture Hatalska Foresight Institute, Far future. Historia jutra. Czyli publikacja o prognozach świata z 2068 roku. To próba przedstawienia wizji tego, co będziemy robić, jak będziemy się zachowywać i w jaki sposób będzie wyglądała nasza rzeczywistość za 50 lat. Autorzy książki, analizując wybrane filmy science-fiction wysnuwają teorie, które z dużym prawdopodobieństwem mają szansę ziścić się w niedalekiej przyszłości. Jest tu mowa m.in. o kwestii pracy – w związku z ogromnym postępem techniki, mówi się, że do 2030 może zniknąć aż 47% istniejących dzisiaj zawodów – część z nich zostanie zautomatyzowana, inne zostaną wyparte przez zupełnie nowe profesje (takie, jak np. nostalgista lub kurator cyfrowej pamięci). Są tu również poruszone tematy dotyczące jedzenia, mieszkania, społeczeństwa i transportu. I choć oblicze przyszłości prezentowane na łamach tej książki przyjmuje raczej ciemne barwy, ostateczny wygląd tego, co nas czeka, nie jest jeszcze przesądzony.
Żyjemy na świetnej planecie i powinniśmy włożyć całą energię, by ją naprawić.
- S. Sinek, Zaczynaj od dlaczego. Nuda, nuda, po stokroć nuda. Sięgnęłam po tę książkę po wielu pozytywnych recenzjach, na które co rusz natykałam się gdzieś w sieci. Sugerowały inspirującą pozycję, po której człowiek jak nakręcony zacznie realizować swoje plany. I co? I nic. Wydaje mi się, że autor credo całej książki zawarł w przedmowie, a później tylko dociskał niemrawo śrubę, wałkując te same tematy w kolejnych rozdziałach. Jestem na nie.
- N. Branden, 6 filarów poczucia własnej wartości. Ostatnio znacznie częściej sięgam po literaturę non fiction – nie wymaga ode mnie ogromnego zaangażowania, a poza tym jest po prostu często łatwiejsza w odbiorze niż typowa proza. Publikacja Brandena to ponoć biblia w świecie rozwoju osobistego, jest tym samym dla dorosłego człowieka, czym elementarz dla pierwszoklasisty. Muszę przyznać, że wiele z poruszonych tu tematów naprawdę mnie zaciekawiło, aczkolwiek autor podaje tu tak ogromną dawkę wiedzy, że całą książkę należy sobie raczej dawkować, stopniowo przyswajając przeczytane informacje, niż usiłować połknąć ją na raz.
- A. Kay, Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza. Bardzo nie chciałam kupować tej książki – widywałam ją zbyt często w mediach, a to działa na mnie jak płachta na byka. Tego dnia wracałam z Warszawy i tak się złożyło, że ze wszystkich książek, które były dostępne w punkcie z gazetami, ta wydała mi się najodpowiedniejsza. I przyznaję, że takie zrządzenia losu to ja jednak lubię. Dziennik, napisany przez byłego lekarza to zdecydowanie jedna z najzabawniejszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Autor opisuje tu swoje zawodowe perypetie, nie szczędząc czytelnikowi ani soczystych szczegółów, ani czarnego poczucia humoru. Jeśli będziecie mieć możliwość, przeczytajcie tę książkę – spodoba Wam się na pewno.
Do końca mojej zmiany zostało pięć minut. Oczywiście zostaję jeszcze wezwany do pacjentki. Opiekująca się nią położna twierdzi, że nie posiada uprawnień do zszycia tego typu ran.
Ja: Ja też ich nie posiadam / Położna: Pana to nie dotyczy / Ja: Czy nie może zająć się tym ktoś inny. Mam teraz przerwę. / Położna: Pan nie ma przerw (To niestety prawda) / Ja: Ale dziś są moje urodziny (To, niestety, także prawda) / Położna: Jesteśmy na porodówce. Tu ciągle ktoś ma urodziny.