fot. Paweł Bielecki
Myśl na sobotę: robienie sobie zdjęć ze sławnymi ludźmi jest słabe.
Obserwuję, jak moi znajomi i nieznajomi wrzucają na swoje FB fotki ze znanymi ludźmi. Jakoś nigdy nie podłapałam tego trendu. Nie zrobiłam sobie fotki z papieżem, kiedy robił tournee po Polsce, nie ustawiłam się w kolejce do Bjork, Jacka White’a czy Nergala podczas Roskilde Festival, choć mieliśmy wejściówki na backstage i mogłam to zrobić bez większego problemu. Nie pstryknęłam sobie foci z żadną z polskich gwiazd, choć mieszkając w Opolu pracowałam przy tamtejszym festiwalu. Odmówiłam zdjęcia nawet Fredowi Durstowi z Limp Bizkit. Chcielibyście zobaczyć jego minę!
Oczywiście święta nie jestem – kilka razy poniosło mnie i jak na skrzydłach biegłam po fotkę i autograf. Najpierw w IV klasie podstawówki podczas zimowiska w Dusznikach Zdrój. Odwiedził nas Lech Wałęsa, a że wszyscy robili sobie z nim foto, to i ja uległam (w końcu tłum się nie myli, czyż nie?). Drugi raz podeszłam po koncercie Hey do Kasi Nosowskiej (uwielbiam ją!). Telefonem w komórce – model Siemens MC60, zrobiłyśmy sobie zdjęcie. Do dziś patrząc na nie, zgaduję, która to ja, a która ona. I nie wiem. Był jeszcze Tymon Tymański i pewnie ktoś by się tam jeszcze znalazł. W końcu trochę zmądrzałam i stwierdziłam, ze nie ma ludzi, z którymi chciałabym sobie koniecznie zrobić zdjęcie. Kiedyś powiedziałabym, ze może dla Johnego Deppa zrobiłabym wyjątek (a jeszcze wcześniej umarłabym za fotkę z Gabrielem Fleszarem).
Owszem, są ludzie, których podziwiam, ale sto razy bardziej wolałabym zaprosić ich na kawę, niż prosić o autograf. I pewnego dnia odważyłam się. Zaczęło się niewinnie, od zaczepienia Maćka Zienia. Siedziałyśmy z koleżankami – szafiarkami w kawiarni, kiedy on się przechadzał. Stwierdziłam, że raz się żyje (w moich ustach to akurat bluźnierstwo, bo wierzę w reinkarnację) i podeszłam do niego, zapraszając do stolika. Uśmiechnął się i powiedział, ze chętnie, ale idzie jeszcze pozwiedzać. Wróciłam nieco speszona, informując dziewczyny, że prawdopodobnie mnie spławił. Jakież było moje zdziwienie kiedy po 10 minutach dosiadł się do nas na ciekawa pogawędkę. Ten incydent zapoczątkował serię znajomości z kilkoma innymi znanymi osobami: spontaniczna rozmowa w damskiej toalecie o sukienkach przerodziła się w fantastyczną znajomość z jedną aktorką, choć mogłam przecież prosić tylko o fotkę.
Nie piszę tego po to, by się chwalić, tylko po to, by pokazać wszystkim tym, którzy wrzucają fotki z Dodą/Super Nianią /Kupichą (łudząc się przy tym, że ktoś ich zapamięta dłużej niż 3 sekundy) – że można inaczej. Masz ochotę poznać kogoś, kogo cenisz, szanujesz, podziwiasz? Po prostu zrób to. Nie bój, że się nie uda.
W końcu co się stanie, jeśli ktoś Ci odmówi?
No co?
.jpg)
.jpg)