eight

zdjęcie z czasów, kiedy byłam jeszcze pełnowartościową kobietą z programowymi 32-ma zębami 

W końcu dorosłam do decyzji, by wyrwać ząb ósemkę (nie bójcie się, pod tym linkiem nie ma filmu z zabiegu). Przed gabinetem padłam prawie na zawał i miałam wrażenie, że wszyscy, łącznie z osobami w poczekalni słyszą, jak wali mi serce. Chcąc nie chcąc (a bardziej niestety nie chcąc) musiałam usunąć aliena ze swojej szczęki. Na szczęście obyło się bez zbędnych egzaltacji tuż po ekstrakcji, a z gabinetu wychodziłam tak dumna, jak gdybym opuszczała przynajmniej blok porodowy. Moja euforia skończyła się po kilku godzinach wraz ze zniknięciem znieczulenia. Szczęka, co tu dużo mówić drogie panie, drodzy panowie, pozwólcie, że odłożę na bok klasę. Otóż, tak zgadliście, szczęka mnie nakurwia. Próbowałam odnaleźć inne, adekwatne określenie, ale w słowniku takiego brak, więc wybaczcie.
I teraz proszę, śmiało drodzy fashioniści. Zapraszajcie mnie na pokazy mody. Będę w końcu jak jedna z tych pań, które z pustymi talerzykami na bankietach omawiają najważniejsze sprawy na świecie. I to nie dlatego, że jestem na diecie, ani nawet dlatego, że boję się dotknąć coś, co z założenia powstało po to, żeby nikt z nas nie wiedział, jak to spożyć. Mój powód jest bardziej prozaiczny: ja po prostu nie mogę otworzyć buzi.
Trochę cierpię, ale jak to mówią: trzeba mieć twardą skórę albo zajmować się hodowaniem kwiatków (prof. W. Bartoszewski). W rytm piosenki Dziewczyna bez zęba na przedzie zespołu Kult życzę Wam udanego weekendu.