Ruszyła właśnie kampania społeczna Fundacji Dzieci Niczyje pt. „Kretyn. Czy takie imię wybrałeś dla swojego dziecka?” – której celem jest zwrócenie uwagi na agresję werbalną wobec dzieci. Główne motto akcji skłoniło mnie jednak do innej refleksji, mianowicie kwestii imion.
Co jakiś czas spotykam na swojej drodze dzieciaki, które padają ofiarą ambicji swoich rodziców i noszą dziwne imiona. Czasami tak głupie i wymyślne, że biedne maluchy nie potrafią ich dobrze wymówić. Np. Oralia (myślę, że komentarze ze strony kolegów ma już zapewnione do końca liceum), Scholastyka czy Kosma (z takim imieniem ciężko się połapać czy jest się chłopcem, czy już dziewczynką). Do plejady dziwnych imion dochodzą również te światowo brzmiące, typu: Wirdżinia, Wanessa, Nikola (piszę celowo w spolszczonej formie, bo nie wiem jak jest teraz, ale za moich szkolnych czasów właśnie w takiej formie zapisywało się je w dzienniku szkolnym) – to piękne imiona, ale nie pisane po polsku i nie w zestawieniu z polskim nazwiskiem.
A więc Magdalena. Więc ja.
Podobnie jest w drugą stronę, mamy zatrzęsienie przestarzałych imion, takich jak: Stanisław, Zbigniew, Władysław, Antonina, Jadwiga, Czesława. Mama dumna jak paw, że wymyśliła niespotykane na okolicznym podwórku imię, a dziecko za kilka lat będzie chować głowę w piasek. Najbezpieczniejsze są tzw. imiona neutralne, ale znowuż czy tak fajnie być szóstą z kolei Kasią w grupie?
Zauważyłam też dziwną zależność: ludzkie imiona przenikają do świata zwierzęcego. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca spotkałam z moim psem na spacerze Lucynę, Zochę, Gabrysię i Stefę. I bynajmniej nie były to moje koleżanki, a suki. Na horyzoncie pojawił się również całkiem niedawno pies husky o imieniu Jahwe, ale pragnę tego nie komentować. Ja i moja zwierzyna jesteśmy również doskonałym przykładem tej mody na nadawanie zwierzętom ludzkich imion. Mój pies wabi się Elvis, a wcześniejszy nazywał się Borys. Dopóki nie usłyszę wołania Agnieszki, a zza rogu nie wybiegnie maltańczyk, lub w przeciwną stronę: Azor lub Pimpek nie będzie nosił tornistra, to nie będę miała nic przeciwko.
Niektórzy rodzice wierzą, że w imię wpisane jest znaczenie. Jak gdyby poprzez nazwę można było wybrać lepszą karmę. Powstają księgi, książki i poradniki, w których opisane są poszczególne imiona wraz z ich znaczeniami, cechami charakteru i znakami szczególnymi. Nie możemy jeszcze klonować dzieci, planować ich płci, koloru oczu i cech dominujących, a więc chociaż wg książek, zaplanujmy jaką będzie miało osobowość. Piszą o mnie:
Magdalena urocza/kochana/towarzyska/rodzinna/nadwrażliwa/obrażalska/kłótliwa/dziecinna/romantyczna/naiwna/rozrzutna/urodzona dyplomatka/gospodyni Magda, co ty będziesz jadła/lubi to, co piękne i bogate.
A tymczasem ja widzę siebie tak:
nie spóźniam się, oglądam seriale, wzruszam się w najmniej spodziewanych chwilach, mam bardzo dużą szansę na bliźniaki (ciekawe czy jak już będę grubą świnią, nadal będziecie mnie kochać), maniakalnie śni mi się Lip z Shameless (lecę na brzydali!), uwielbiam kąpać się w gorącej wodzie, czytam książki, farbuję włosy, wyznaję hedonizm, zgrzytam zębami, jak byłam mała chciałam zostać miss polonią. jak będę duża, chcę zostać sobą. i mam nadzieję, że moi rodzice nie czytali tych głupich książek i nie zasugerowali się hasłem: maria magdalena zawsze dziewica.
„Imię to przecież tylko hasło, znak wywoławczy” – pisała autorka jednej z książek. Czy aby na pewno?
+(860x570).jpg)