| JEST TO WPIS SPONSOROWANY|
Skończył się kwiecień i tym samym dobiegła końca moja współpraca z marką Bosch. Laureatką konkursu, który ogłosiłam kilka dni temu została: Kinga Olejniczak. Gratuluję!
To również czas na opisanie wrażeń po miesiącu użytkowania żelazka. Specjalistą od tego typu sprzętów nie jestem, aczkolwiek lubię prasować i w trakcie swojej kariery kury domowej używałam kilku różnych modeli, więc mam porównanie. Przede wszystkim na pochwałę zasługuje funkcja ustawiania mocy pary. W zależności od tego jaki materiał prasujemy, możemy zwiększyć lub zmniejszyć siłę pary wodnej. Zwróciłam również uwagę na z pozoru błahe rzeczy, takie jak otwór do nalewania wody (duży i poręczny) czy umiejscowienie kabla (w końcu się nie plącze!). Nie rozgryzłam jeszcze do końca idealnego ustawiania temperatury, dostosowanego do prasowanej tkaniny, ale szybko się uczę i pewnie lada dzień załapię wszystko w mig :D O funkcji Secure również muszę napisać w samych superlatywach: w końcu nie trzeba się martwić, że coś nam się przypali – system został zaprojektowany w ten sposób, by podczas naszej nieobecności przy żelazku (czyli w momentach, kiedy nie trzymamy go w dłoni), automatycznie się wyłączał. Bardzo pożyteczna kwestia! Testowanie testowaniem, ale teraz już nie mam wyjścia – będę musiała prezentować na blogu wyprasowane ubrania, w przeciwnym wypadku moja recenzja nie będzie rzetelna :)