My Central Park

Absolutnie nad życie kocham parki. I nieważne czy jest to Griffith Park w LA, Park Ueno w Tokio czy Park Piastowski w mojej miejscowości… Uwielbiam spacerować po parkach i właściwie podczas każdej mojej podróży zamiast zwiedzać kościoły i zabytki, zwiedzam właśnie okoliczne tereny zielone.
Do niedawna we Wrocławiu moim ulubionym miejscem był Park Szczytnicki. Jest magiczny przede dlatego, że swoją wielkością zaciera granicę pomiędzy parkiem a lasem, otacza fotogeniczną Halę Ludową i Pergolę, w swoim gąszczu mieści Ogród Japoński, obserwatorium i wiele innych niespodzianek… Od niedawna natomiast coraz częściej chodzę do Parku Południowego. Jakkolwiek śmiesznie to nie zabrzmi, swoim klimatem przypomina mi trochę Central Park, pewnie za sprawą panującej tam, przyjemnej atmosfery.
Jeśli tylko pogoda pozwala zawsze z chęcią wyruszam do parku: pojeździć na rowerze, poleżeć z książką na kocu, pobiegać z psem, porobić zdjęcia. I zawsze dodaje mi to energii.  Są jednak ludzie, którzy w weekendy pakują siebie i dzieci do auta i na swój sposób rozumieją relaks  po ciężkim tygodniu pracy. Oni też celebrują wolny czas. W parkach handlowych. I niezmiernie szkoda mi takich ludzi.

fot. Paweł
jacket: levi’s, shirt: reserved, dress, scarf: h&m, shoes: bronx, headband: river island