CZYTAJ Z VENILĄ || MAJ

IMG_4410
Dawno nie wrzucałam na blog żadnych recenzji książek, a przecież czytam wiele! W dzisiejszej notce znajdziecie opisy trzech lektur, które polecam Waszej uwadze.

***

Kuba Wojtaszczyk, Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

To ten typ książki, który intryguje od samego tytułu – hasło rzucone gdzieś na środek okładki trochę gryzie swoją kanciastością, trochę uwiera wywróconym do góry nogami szykiem, ale woła, woła do ciebie z półki w księgarni i zaprasza na niezobowiązujące tête-à-tête. Dobrze, że przy wyborze lektur nie kieruję się opiniami innych, bo gdybym zaufała recenzjom napotkanym w Internecie, mówiących, że to bełkot i że gniot, byłabym teraz niepocieszona. Bo to bardzo dobra książka jest.

Zanim weźmiesz to literackie dzieło Wojtaszczyka do rąk, na dzień dobry przywita cię rekomendacja Żulczyka (któż by nie chciał?), a opis z tyłu książki skutecznie poszczuje obietnicą absurdu (któż by się oparł?). Sami rozumiecie, że obok tej lektury nie mogłam przejść obojętnie.

Główna oś powieści dotyczy młodych, pięknych i biednych 20 i 30-latków, miotających się pomiędzy własnymi aspiracjami a twardą rzeczywistością życia w mieście Poznań, które nie chce dać im godnej pracy. Autor w symboliczny sposób obrazuje apogeum gniewu studentów, umieszczając bohaterów na barykadach, uciekających uczelnianymi piwnicami z ostatecznego pola bitwy w towarzystwie rozświetlającego drogę ekranu najnowszego iPhone’a. I trochę z nich drwi, wpisując w ich twarze zdziwienie, że sztuczki podejrzane w Chirurgach nie zdają egzaminu w prawdziwym życiu.

Całość przesiąknięta jest głęboką ironią, sarkazmem. I choć pachnie tu groteską, a czarny humor odpala papierosa za papierosem, tak się zadomowił na stronach powieści, Wojtaszczyk podkreśla, że posługuje się tymi językowymi mechanizmami nie po to, by obśmiać pokolenie, które wszystko ma, ale by dobitniej podkreślić problemy, z którymi to się zmaga.

Książkę, dzięki sprawności werbalnej pisarza czyta się wspaniale. Marudziłam, że mam ostatnio pecha do literatury pięknej, bo nie trafiam na powieści, które dech w piersiach zapierają i odbierają ciału sen. A tu proszę. Prawdziwa perełka. I jeszcze na marginesie dodam, jak często zdarza mi się żałować, że niektóre literackie postaci nie istnieją naprawdę (w tym przypadku mam naturalnie na myśli Witka Szpaka, z którym z chęcią wyjechałabym na wieś, oj wyjechała).

A może istnieją?

Panie Wojtaszczyk?

Wybrane cytaty:

  • Musieli trzymać ciążę w tajemnicy przed wszystkimi. Oczywiście, oprócz babci, ona wiedziała, od początku do rozwiązania. Patrzyła, jak matka wypycha go na świat, wypycha z angielskim chłodem, mgłą i deszczem.
  • (…) wybiera Evana niczym pokemona z pokeballa.
  • Dziewczyna ma obfity biust ściśnięty kodem kulturowym dwudziestego pierwszego wieku, opatulonym kwiecistymi wzorami przeszłości.

***

N. Moriyama, W. Doyle, Japonki nie tyją i się nie starzeją

Po pierwsze: proszę nie zerkać na okładkę tej książki, gdyż istnieje spore ryzyko, że kiedy ją ujrzycie, porzucicie dalszą lekturę tego tekstu. Obiecuję jednak, że poza – delikatnie rzecz ujmując – nietrafioną warstwą graficzną, reszta jest już w porządku.

Czy wiecie, że wskaźnik otyłości wśród Japonek wynosi zaledwie 3%, z kolei średnia długość życia Japończyków jest najdłuższa na świecie? Albo o tym, że Japończycy konsumują 10% złowionych na świecie ryb, choć stanowią zaledwie 2% populacji? Jeśli interesują Was tego typu ciekawostki dotyczące lifestyle’u w Kraju Kwitnącej Wiśni, książka z pewnością przypadnie Wam do gustu.

Dużo mówi się tu o tokijskiej kuchni, a dokładniej o sposobach na zachowanie dobrej sylwetki i zdrowia. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że Japończycy szaleją na punkcie uprzyjemniania sobie życia, a także specjalizują w sztuce zdrowego odżywiania. (Standardy jakości i świeżości są tu mocno wyśrubowane – w sklepach na artykułach spożywczych podana jest nie tylko data, ale często i godzina produkcji).

I choć kulinarne tematy nie leżą w kręgu moich zainteresowań, z przyjemnością zatopiłam się w lekturze, zgrabnie omijając gotowe przepisy na konkretne dania. O tym, jak lekka i łatwo przyswajalna jest to pozycja niech mówi fakt, że przeczytanie całości zajęło mi dokładnie 03:45, czyli tyle ile trwa podróż relacji Wrocław Główny-Warszawa Centralna, (Pendolino, ma się rozumieć).

Przechodząc do sedna: polecam. Wszystkim fanom zielonej herbaty i nie tylko.

***

Bronnie Ware, Czego najbardziej żałują umierający

Książka napisana przez pielęgniarkę, która w swojej codziennej pracy zajmowała się umierającymi ludźmi. Historie pacjentów, z którymi spotykała się Ware stały się pretekstem do opowiedzenia o tym, o czym najczęściej wspominali odchodzący z tego świata. A były to wyznania typu: szkoda, że nie miałem odwagi żyć tak, jak chciałam, a nie tak, jak oczekiwali inni; szkoda, że tak dużo pracowałem; szkoda, że nie miałem odwagi okazywać uczuć; żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi; szkoda, że nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa.

Przyznam, że – jak by można się było tego spodziewać – książka nie zasiała w mojej głowie głębszych refleksji. Co nie znaczy, że nie wynotowałam sobie kilku kwestii:

  • Kiedy człowiek nie ma już wiele czasu, może się zdobyć na szczerość. Kończą się pogadanki o niczym.
  • Kiedy się umiera, godność staje się przeszłością.
  • Skoro jesteśmy wytworami środowiska, w którym żyjemy, to powinniśmy wybierać odpowiednie otoczenie – takie, w którym możesz żyć tak, jak chcesz.
  • Zakładamy, że mamy dużo czasu. A tak naprawdę mamy tylko ten dzień, który trwa.
  • Samotność to nie brak ludzi, to brak zrozumienia i akceptacji.
  • Ważne, żeby świadomie dawać coś od siebie światu.
  • Bycie sobą wymaga odwagi.
  • Życie jest za krótkie, żeby patrzeć z boku, jak przemija.
  • Sami narzucamy sobie ograniczenia.

Autorka na koniec pyta: A ty, czego byś żałował przed śmiercią? A ja myślę sobie, że póki żyję, nie będę umiała odpowiedzieć na to pytanie.