Pozbądźmy się kompleksów! Taka myśl zrodziła się w mojej głowie po wysłuchaniu kilku prelekcji w ramach konferencji Fashion Talks x HUSH Warsaw. Jak udało mi się dojść do tej konkluzji, o tym w tekście.
W ubiegły weekend w ramach znanych już i lubianych targów mody HUSH Warsaw odbyła się pierwsza edycja dwudniowego forum specjalistów mody. W tym miejscu należą się organizatorom spotkania ogromne podziękowania za streaming wybranych prelekcji, bo mimo że fizycznie nie było mnie w Warszawie, mogłam wysłuchać kilku wystąpień.
Spośród wszystkich dostępnych w formie video dyskusji, najmocniej w pamięci utkwiły mi dwa panele dyskusyjne: „O metce made in Poland” z udziałem Olki Kaźmierczak, Olki Osadzińskiej oraz Ani Terej; a także „O rynku mediowym w Polsce” – rozmowa Justyny Duszyńskiej z Grażyną Olbrych i Anną Konieczyńską.
W tym pierwszym, rozmówczynie zastanawiały się m.in. nad tym czy możemy w ogóle mówić o czymś takim, jak polski gust. Kiedy pada hasło: styl skandynawski, automatycznie widzimy proste kroje, oszczędną gamę kolorów, minimalistyczne zestawienia. A co z polskim stylem? Czy jesteśmy w stanie przywołać konkretne fasony, rodzaje ubrań i dodatków, kiedy mówimy o Polakach (i nie mam tu na myśli stereotypowych skarpet włożonych w sandały – z rozpędu napisałam przed chwilą „skandały” – ani noszenia w dłoniach reklamówek BOSS)? Nie sądzę. Zgodzę się z tym, o czym podczas panelu mówiły dziewczyny – na tle wielu innych narodowości wyróżnia nas schludność i elegancja, zależy nam na tym, by wyglądać dobrze, ale czy to, jak wyglądamy można w jakikolwiek sposób skategoryzować? Nie wydaje mi się. Czy należy się z tego powodu jednak smucić? Nie! Wszystko przed nami!
Drugi interesujący mnie panel dotyczył z kolei przyszłości rynku mediowego. Dyskusja toczona w ramach tego spotkania zrobiła na mnie duże wrażenie. Dziennikarki biorące w niej udział próbowały odpowiedzieć na pytanie, w którą stronę drukowana prasa kobieca powinna uderzyć. Przy podawaniu interesujących statystyk przez Annę Konieczyńską (sprzedaż pism kobiecych na przestrzeni ostatnich 10 lat drastycznie zmalała: Twój Styl sprzedaje dziś 20% mniej egzemplarzy niż w 2005 roku, adekwatnie – Glamour 55% mniej i Elle 38% mniej) padło bardzo ważne stwierdzenie o tym, że magazyny zaczynają być niszowe. Spójrzcie tylko na przykładowe miesięczne zestawienie sprzedaży popularnych na rynku tytułów prasowych. Niewiele ponad 10 z nich może pochwalić się sprzedażą 100k+ Czymże jest ten wynik w zestawieniu z popularnymi, zasięgowymi blogami? (Żeby było jasne: moim celem nie jest sprowadzanie roli magazynów drukowanych do wysokości sprzedaży i nakładów ani utożsamianie blogów tylko i wyłącznie z zasięgiem).
Media tradycyjne, w tym w szczególności prasa w końcu wyczuły na swoich plecach gorący oddech internetowych influencerów, a redaktorzy naczelni nareszcie traktują blogerów jak realną konkurencję. A pamiętacie, jak jeszcze kilka lat temu tytuł blogera był obśmiewany i opluwany przez prawdziwych dziennikarzy? Podczas gdy ci pierwsi marnowali czas na umniejszanie innym, my zdobywaliśmy doświadczenie w nowych dziedzinach, w tym kształcąc się niemal do poziomu eksperckiego w obsłudze narzędzi social media. Oczywiście w wielu kwestiach nie dorównujemy dziennikarzom z prawdziwego zdarzenia – często brakuje nam warsztatu, odpowiedniego doświadczenia, zdywersyfikowanej wiedzy. Ale tak się składa, że żyjemy w czasach, w których nie wystarczy już dobrze pisać, żeby odnieść sukces. Należy jeszcze umieć wypromować i sprzedać swój tekst. I o ile w tym momencie wydawnictwa są w kropce, bo nie wypracowały jeszcze nowego, uzupełnionego o internetowe realia profilu pracy dla swoich redakcji, o tyle my – twórcy internetowi właśnie teraz mamy szansę, żeby rozwinąć swoje skrzydła.
Przechodząc do konkluzji. Wybrane wątki obu rozmów były dla mnie bodźcem do rozważań na tematy nieco poboczne, niekoniecznie związane z docelową treścią wystąpień. Olka Osadzińska zabierając głos w dyskusji powiedziała ważne słowa – stwierdziła, że wydaje nam się tu w Polsce, że jesteśmy Bangladeszem Europy (aż prosi się o cytat z książki Doroty Masłowskiej: Każdy wie, że Polska to głupi kraj, biedny i brzydki). A wcale nie jesteśmy – ba, powinniśmy garściami czerpać z ewentualnych ograniczeń i wykorzystać je jako element budowania własnego stylu / wizerunku / filozofii.
Z kolei drugi panel utwierdził mnie w przekonaniu, że w końcu nadeszła pora, kiedy my – blogerzy nie musimy się już wstydzić nazwy stanowiska na swoich wizytówkach, ani biernie wysłuchiwać żartów na temat branży. To taki moment, kiedy zniknął nam już z twarzy młodzieńczy trądzik i w końcu, pozbawieni krost wstydu możemy podnieść głowę do góry.