Branżowa konferencja Social Media Convent przywiodła nas tydzień temu do Gdańska. Uznaliśmy wraz z Pawłem, że to doskonała okazja, żeby wykorzystać wyjazd na mini urlop od pracy.
(Każdy, kto prowadzi własny biznes domyśla się, że słowo urlop jest sporym nadużyciem na zmniejszenie godzin pracy z dwunastu do pięciu). Jako miejsce noclegowe wybraliśmy Smart Hotel Garnizon w dzielnicy Wrzeszcz, którego wnętrza możecie zobaczyć poniżej. Ucieszyłam się, że spędzimy chwilę z dala od ścisłego centrum, bo o ile w Gdańsku byłam już kilka razy, o tyle poza Głównym Miastem nigdy nie udało mi się zobaczyć wiele więcej. Tym razem znalazłam czas, żeby pospacerować po Dolnym Wrzeszczu (po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Gdańsk jest jedynym polskim miastem, dla którego mogłabym porzucić Wrocław), a i zawitałam na jeszcze wolną od turystów plażę w Brzeźnie. Nie udało mi się co prawda skorzystać z Waszych rekomendacji na Facebooku odnośnie godnych odwiedzenia restauracji, ale każdy powód jest dobry, żeby odwiedzić Gdańsk ponownie. Czyż nie?



Po dwóch dniach spędzonych w Gdańsku ruszyliśmy dalej, do Rozewia. Ten jeszcze do niedawna uznawany za najbardziej wysunięty na północ kraniec Polski znałam już z dzieciństwa, kiedy to spędzałam beztroskie dni na kolonii w sąsiedniej Jastrzębiej Górze. Noclegi zarezerwowaliśmy w stylowym obiekcie Rosevia Resort i był to strzał w dziesiątkę. Minimalistyczne wnętrza, świetnie zagospodarowana przestrzeń na terenie całego kurortu, obłędne śniadania i obiadokolacje, a do tego wszystkiego prywatna plaża… mam wymieniać dalej? Co prawda pobyt w Rosevii do najtańszych nie należy (plus całkiem słono liczą sobie za zakwaterowanie psa), ale naprawdę warto tu przyjechać.
Do miejsc, które podczas krótkiego pobytu zobaczyliśmy i mogę Wam polecić, zaliczę na pewno: Lisi Jar – malowniczy wąwóz porośnięty lasem bukowym, ciągnący się do Morza Bałtyckiego oraz restaurację w Hotelu Faleza, którą poleciła nam moja czytelniczka (dziękuję!) – nie dość, że było pysznie, to widok z tarasu na morze oraz bajkowe zejście na plażę wynagradzał brzydką pogodę.
Po czterech dniach pobytu nad morzem wróciliśmy padnięci. Tradycyjnie, zamiast odpoczywać, robiliśmy milion innych rzeczy, żeby zdążyć nacieszyć się wszystkim dookoła.
Czy z tego się wyrasta?









