Bread&Butter SS 2013

Bread&Butter to międzynarodowe targi modowe, na których dwa razy do roku wystawia się ponad 600 marek z całego świata. To miejsce, w którym moda łączy się z biznesem, a inspiracjom nie ma końca. Pierwszy raz na B&B byłam 3 lata temu (relację pisałam tutaj) i zrobił na mnie tak duże wrażenie, że nie miałam wątpliwości, co do kolejnej wizyty. W tym roku udało mi się dostać akredytację prasową, więc jak na skrzydłach mknęłam do Berlina zobaczyć kolekcje na lato 2014. Targi skierowane są do ścisłej grupy odbiorców: pracowników sektorów handlowo-odzieżowych, dziennikarzy modowych, trendsetterów itp. Aby zdobyć wejściówkę na event trzeba odpowiednio wcześnie zarejestrować się i przedstawić swoje koneksje ze światem fashion. Niby bułka z masłem, a jednak selekcja jest dosyć rygorystyczna i wstępu nie mają przypadkowe osoby. Dlaczego? O tym poniżej.
Podczas targów marki prezentują swoje kolekcje, które w sklepach pojawią się za dwa sezony. To doskonała okazja dla kupców (z myślą o których organizowany jest ten imponujący kiermasz), by złożyć zamówienia, zamienić kilka słów z projektantami i managerami marek, a także, by zapoznać się z jakością towaru na żywo. Wystawiane ubrania i dodatki są wzorami, które dopiero wejdą do produkcji, dlatego też robienie zdjęć nie zawsze bywa mile widziane, a i plakietka z napisem Press nie otwiera wszystkich drzwi – przedstawiciele marek zabezpieczają się w ten sposób, by ich modele nie zostały skopiowane przed ostateczną premierą.

Pierwsza edycja targów wystartowała w 2001 roku w Kolonii i przez kolejne 3 lata odbywała się na terenie Klöckner-Humboldt-Deutz AG. W ciągu kilku lat lokalizacja zmieniała się wielokrotnie, zahaczając nawet o Barcelonę. Ostatecznie za oficjalną, aktualną miejscówkę targów uważa się nieczynne już lotnisko Tempelhof w Berlinie, które w latach 30-tych XX wieku było najnowocześniejszym portem lotniczym na świecie. Tutaj znajdziecie ciekawy artykuł o historii Tempelhof i jego dzisiejszym przeznaczeniu. Osobiście jestem urzeczona tym miejscem. Surowa stylistyka hangarów doskonale wpisuje się w klimaty fashion. Smaczki w postaci pozostałości po sektorach użytkowych lotniska dodają tylko charakteru temu wyjątkowemu pod względem architektonicznym miejscu.
Roboty Ręczne. Przed wyjazdem do Berlina zerknęłam na listę wystawców. Moje oko wyłowiło m.in. tę polską markę. Udało mi się znaleźć stoisko i zamienić kilka słów z właścicielami.
Zdaje się, że targom przyświeca niepisana reguła wyróżniaj się, albo zgiń. Niektóre showroomy były stworzone z wielkim rozmachem.
Gdyby na targach była możliwość robienia zakupów, jeden egzemplarz byłby już mój.
Pomysłowy sposób na pakowanie t-shirtów.
Strzyżenie? Ależ proszę! W jaki sposób lepiej zareklamować swoje kosmetyki i usługi, jeśli nie poprzez praktykę?
Stoisko Pepe Jeans to tuż obok ogromnego i imponującego pawilonu Scotch&Soda, jedna z najlepszych aranżacji na targach.
Pomysłowym aranżacjom nie było końca. Marki zabiegały o uwagę potencjalnych kontrahentów oraz prasy stosując przeróżne zabiegi: od zwracających uwagę, wymuskanych stoisk, po akcje samplingowe, pokazy mody i najrozmaitszy catering.
Levi’s Vintage
Golenie brzytwą. Jak widać chętnych nie brakowało :)
Aby zrozumieć zapał, z jakim mówię o tym wydarzeniu, trzeba się tam po prostu wybrać. Obiecuję, że Wam  się spodoba!
 
W następnej notce pokażę Wam moją stylizację z tego dnia. Ave!