Łódź!

W czwartek udałam się do Łodzi, aby dzień później stawić się na sesji dla Pepsi, inaugurującej naszą współpracę (będzie o tym osobna notka). Zdjęcia pokażę Wam, jak tylko otrzymam je od fotografa (ok, pod warunkiem, że nie będę wyglądać na nich jak pajac. Umówmy się – stroję miny przed aparatem już prawie 5 lat, ale jeśli za obiektywem nie stoi mój facet, czuję się zażenowana podobnie jak 20 lat temu, kiedy wychowawczyni kazała mi usiąść w jednej ławce z chłopakiem. Także wiecie).
To była podróż z gatunku tych never ending story z 50 minutowym opóźnieniem i przesiadką do autobusu typu wczesny pks, rocznik 1970. Sam zabieg przesiadki z pociągu do autobusu wraz z całą ekipą konduktorów, celem podjechania do kolejnej stacji PKP wydawał mi się tak absurdalny, że poczułam się, jak byśmy grali w jakimś filmie. Podczas całej wyprawy do Łodzi towarzyszyła mi Magda (najlepsza personal shopperka we Wrocławiu!), która została jedną z laureatek konkursu. Nie wiem, gdzie mijałyśmy się przez całe życie w tym Wrocławiu, ale to młodsze wcielenie Carrie Bradshaw skutecznie umiliło mi całą wyprawę. Osobowość petarda, milion pomysłów na minutę i poczucie humoru, które zgrało się z moim. Awwww, już za nią tęsknię!
Musicie wyobrazić sobie nasze zdziwienie, kiedy po 2 godzinach jazdy okazało się, że ujechaliśmy dopiero 60 km… Później pociąg na szczęście przyspieszył, pruliśmy niemal z prędkością światła (tego w lodówce) i ostatecznie po 6 godzinach jazdy dotarliśmy do Łodzi Kaliskiej. Mhmmm, pomyślmy, gdzie mogłybyśmy w tym czasie dotrzeć samolotem, albo chociaż autem? Hmmm…
Magda udała się do swojego hotelu, ja do swojego. Wchodzę do Revelo i taka sytuacja:
Czekam w recepcji na obsługę. Nagle pojawia się boy hotelowy, porywa moją walizkę i mówi: Pani pod piątkę? Zapraszam. Muszę mieć minę osoby otępiałej, bo pan ponawia rozkaz. Dziwię się, dlaczego nikt nie każe mi się meldować, ale dziarsko kroczę przed siebie. Zastanawiam się czy nie bierze mnie właśnie za kogoś innego i rozważam nawet czy odważyć się na przejęcie czyjejś tożsamości (za dużo filmów) czy jednak pozostać przy swoim wcieleniu. Kiedy stoję już w swoim pokoju cieszę się, że nie zarezerwowali mi pokoju w hotelu sieciowym. Tu jest tak pięknie! Na odchodnym pytam jeszcze pana od której serwują śniadanie, na co on odpowiada: O której Pani sobie życzy. Proszę zejść na dół, Adam przygotuje dla Pani dowolne danie. Nie no, kurwa, dajcie mi snickersa, bo jeszcze chwilę i zacznę gwiazdorzyć – myślę sobie. Później okazuje się, że w hotelu są tylko dwa pokoje (w jednym jestem ja, w drugim Maddy, resztę zajmuje imponująca restauracja), co wyjaśnia ten brak anonimowości i wzmożoną troskę o klienta. Przyznacie jednak, że świadomość zaledwie dwóch pokoi w pokaźnym budynku oraz chrapanie prawdopodobnie portiera wywołuje na skórze gęsią skórkę? Ja tam bałam się trochę usnąć.
Cały piątek spędziłam na planie zdjęciowym, ale udało mi się zobaczyć kawałek Łodzi. Z pięć razy miałam na końcu języka sławetną kwestię Łódź,kurwa, ale ostateczne wrażenie z tego miasta zostało bardzo pozytywne. Chmary dresów bujające się po mieście oraz ulica Piotrkowska, na której przeżyłam syndrom paryski miały się nijak do ludzi, których miałam okazję tam poznać. Cała ekipa, która pracowała przy sesji to maksymalnie zajebiści ludzie.  A grupa dowodząca z Digital One to już w ogóle prze-kozaki, mają tak kreatywny zespół, że człowiek aż chciałby popracować w takim korpo – Iza, Artur, Pola, Zosia, Michał – Dzięki!
Niebawem nastąpi ciąg dalszy tego wpisu. Wyczekujcie.
 1/ Wrocław Główny 2,3/ w pociągu, walizka Sagana 4,5,6/ restauracja w hotelu, śniadanie z Maddinką, 7-10/ hotel Revelo 11/ strefa Off 12/ lofty 13/Drukarnia