amatorka w biustonoszu

Czytelnicy nieustannie dostarczają mi uciech i inspiracji do nowych postów. Podobnie jest z hasłami kluczowymi, po których trafiają na mój blog. Te chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Weźmy takie pierwsze z brzegu, z ostatniego tygodnia:

amatorki w biustonoszach – kobiety, które noszą stanik, choć wcale nie muszą (to ja);
fajnie napisane imię Roksana – proponuję w sanskrycie, powinno być wystarczająco cool;
imię Leon, co mówi o człowieku – prawdopodobnie tyle samo, co data jego urodzenia, znak zodiaku i układ linii papilarnych – NIC;
co byś zrobił, gdybyś był bogaty kupiłabym apartament w Nowym Jorku;
co robicie z rajstopami – zazwyczaj zakładamy na nogi, ale czasem przywdziewamy na twarz i robimy napad na pobliski kiosk ruchu. Ot, takie tam dziewczyńskie fanaberie;
fajna pipa – jeśli tak nazywasz żeński narząd płciowy, sorry, ale nie wróżę ci dobrego bzykania;
kobieta w męskim t-shircie – też to lubię;
książka o związkach – rozmowa jest tańsza ;
lubienie własnych postów – jest jak masturbacja. Jest fajnie, dopóki ktoś cię na tym nie przyłapie;
plecaki męskie z dermy – omg, człowieku, jeśli mnie czytasz, porzuć ten szatański pomysł. Kto kupuje rzeczy wykonane z DERMY?
widział moje zdjęcia, a po spotkaniu się nie odezwał – dziewczyno, toż to drama wyższego stopnia. Czy naprawdę ktoś szuka odpowiedzi na to pytanie w wyszukiwarce Google? Ja rozumiem jak zrobić jajko sadzone (to ja), albo w ilu stopniach prać firanki (to wciąż ja), ale nie takie coś.
spanie w łóżku z psem – story of my life (wiem, Doroto Sumińska, nie zostaniemy przyjaciółkami);
czarna gumka – ponoć wyszczupla;
nauczanie dziecka w domu – od kiedy obejrzałam Movie 54, ta kwestia już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym epizodem: link;