DANZIG!

Równo tydzień temu wyruszałam w podróż do Gdańska (to brzmi światowo!). 8 godzin w pociągu oraz pobudka o 4 nad ranem nie wróżyły nic dobrego, ale zaraz po tym, jak  wygodnie rozsiadłam się w przedziale, przypomniałam sobie, jak zaspany świat bywa piękny, że im bliżej morza, tym lasy coraz ładniejsze, a domy przy torach bywają tak enigmatycznie cudnowe. Podróż na szczęście minęła mi bez ekscesów i o godzinie 13 byłam gotowa na podbój Pomorza.
W oczekiwaniu na Riennaherę (vis a vis Pikawy) zostałam dwa razy zaproszona na  kawę (ach ten fejm). Na szczęście rudowłosa niewiasta, bratnia dusza Florence Welch wybawiła mnie z opresji amanta i ruszyłyśmy w miasto. To prawdziwe, nie z  pocztówki. Trochę się spłakałam, kiedy Rien nie chciała mi pokazać Żurawia ani  innych zabytków, ale ostatecznie pogaduchy w Lamusie przy winie i oliwkach (Rien)  oraz drinku (Ven) zrekompensowały mi ten ból. Chwilę później dołączyła do nas  Candice i już w trójkę poszłyśmy zwiedzać okoliczne speluny z ukraińskim piwem,  choć „knajpy z czasów liceum Riennahery” brzmią chyba ładniej i bardziej  dziewczęco, jak na dziewczyński blog o szmatach przystało. Pod koniec dnia w  składzie ja + Candice + Tattwa + Black Dresses wylądowałyśmy 'U Szkota’ i też było fajnie. 
 

Jako że wraz z innymi siostrami szatniarkami (czyt. ja, Candice, Agacior) nie chciałyśmy tracić miliona monet na nocleg w Gdańsku, zdecydowałyśmy się na samobójczy strzał: pokój 8-osobowy w hostelu. Brzmi szatańsko i morderczo, wiem, ale ku pokrzepieniu naszych serc pokój okazał się 6-osobowy, a oprócz nas dodatkowym lokatorem był jeszcze tylko jeden chłopak, który zaszczycił nas obecnością na kilka godzin rannych, dając o sobie znać donośnym chrapaniem. Ostatecznie Grand Hostel mogę polecić z czystym sumieniem.

PS Gdańsk na moich zdjęciach wydaje się jakiś taki nostalgiczny i zadumany, a tymczasem pierwsze co pomyślałam przemierzając trasę PKP-hostel, było równoznaczne m.in. z hasłem: Gdańsk, miastem dresa.
PS 2 Absolutnie zakochałam się w ulicy Mariackiej. Domyślam się, że to kurewsko turystyczne miejsce w sezonie, aczkolwiek te cudowne kamienice dały mi namiastkę NY i śmiało mogłabym tam na chwilę zamieszkać, parkować swoją holenderkę u stóp zdobionych schodów, na śniadanie kupować rumianą bagietkę i rozsiadając się na tarasie pobliskiej biblioteki dumałabym o swoim wspaniałym życiu. O szit, chyba zaszalałam z tym romantyzmem. Venilo, świat nie musi wiedzieć, że jesteś miła.
Riennahera: rude włosy, zadziorny uśmiech i jeden wielki znak zapytania w środku.  I love her!
Małe jest sexy. Candice jest tego doskonałym dowodem. Dzięki za wspólnie spędzony czas.
Tattwa: jeśli myślisz, że Twoje życie jest zajebiste, mylisz się. Jest niczym, dopóki  nie poznasz Magdy. „Nawet
cisza w jej wydaniu jest bezdźwięczną forma wypowiadanie nowych opinii.” Nie słyszałam, jak milczy, ale ufam na słowo.