Pięć materialnych rzeczy, które poprawiły mi humor w tym tygodniu. Niby dopiero środa, ale nieźle muszę się nagimnastykować, by nie zaszyć się pod kołdrą i nie oglądać całymi dniami seriali. A tu okazuje się, że szczęście można dostać już za dwa siedemdziesiąt (2.70 zł).
1. Filiżanka KRISTOFF z kolekcji Great Inventors autorstwa Kai Kusztry. Starość zaczyna się w momencie, kiedy całą swoją pensję masz ochotę wydać na porcelanę, a nie jakieś tam fatałaszki. Na produkty tej wałbrzyskiej firmy czaję się już od dłuższego czasu: herbata z ładnego kubka smakuje pięć razy lepiej, niż ze zwykłego, wiadomo.
2. Obraz Paeonia Moutan z IKEI. Jestem w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania, a ten malunek zdaje się idealnie pasować do mojej sypialni. Och, poza tym mam fioła na punkcie kwiatów!
3. Książka Agnieszki Kalugi, Zorkownia. No co tu dużo mówić, już dawno nie czekałam z takim zniecierpliwieniem na premierę książki.
4. Bilet na koncert Soniamiki 19.02 we Wrocławiu. Ju-huuu, nareszcie!
5. Czekolada truskawkowa Wedel – mój absolutny numer jeden wśród wszystkich słodyczy. Nie ma że mrozy, że zimno i że głowa nieumyta. Jak zachodzi potrzeba (średnio co drugi dzień), jestem pierwsza w kolejce po ulubioną czekoladę. Przy konsumpcji kieruję się jedyną znaną mi zasadą: po co zjadać jedną kostkę, skoro można zjeść od razu całą tabliczkę? (Ogólnie ludziom o zdrowych zmysłach nie poleca się brania ze mnie przykładu w kwestiach żywieniowych).
