Ale powracając do mody. Wbrew temu, o czym myślałam przed przyjazdem do Tokio, awangardowo ubierają się tylko ludzie na młodzieżowych dzielniach, takich jak Harajuku, czy Shibuya. Dzielnice biznesowe, czyli np. Ginza rządzą się swoimi prawami i tam widać tylko garnitury, cała reszta to stylowo ubrani ludzie. Dziewczyny/kobiety najczęściej noszą ubrania, które na allegro dumnie obwieszcza się tagiem 'japan style’, oczywiście biorąc pod uwagę ich figury oraz urodę wyglądają naprawdę uroczo.
Jedno, co naprawdę mi się spodobało w ubiorze tych wszystkich ludzi, to ich autentyczność. Wyglądali naprawdę naturalnie. I ten pan w białej koszuli i ta pani z piękną przeciwsłoneczną parasolką, dziewczyny- lolitki i na maksa wystylizowane indywidua. Nikt z nich nie wyglądał na osobę przebraną. Nikt, nawet ta dziewczyna w masce z różnokolorowymi soczewkami. Dlaczego? Bo kazdy z nich klasę i wyczucie stylu wessał z mlekiem matki… co innego u nas, wystylizuje się jedna z dugą na Fashion Week’a, myśląc, ze będą mega oryginalne, ale prawda jest taka, że wyglądają jak pajace, a nie osoby znające się na modzie…

Jeden z wielu vintage shopów w dzielnicy Harajuku, niestety ceny- kosmos

Takie mundurki to ja rozumiem…
W swoich peryfrazach dążę do tego, by powiedzieć, iż Japończycy to najlepiej ubrani ludzie na świecie. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, posiłkując się własnym doświadczeniem i tym, co udało mi się w jakże krótkim, acz treściwym życiu zobaczyć. Przed moim przyjazdem do Japonii miałam obraz ludzi ubierających się bardzo awangardowo, toteż martwiłam się trochę, że nawet jak wyskoczę w najlepszych ciuchach, które ze sobą miałam, będę wyglądać szaro jak w worze pokutnym i na nic zda się moja fantazja, kiedy dokoła tyle fantastycznych ludzi. Spokojnie, nic z tego. Moja wiara we własną kreatywność nie została pogrzebana. Okazało się bowiem, że Japończycy to szalenie sympatyczni ludzie. W książkach, które o nich czytałam autorzy rysowali obraz istot zdystansowanych, unikających kontaktu wzrokowego itd. Ja poznałam ludzi ciepłych, przyjaznych i bardzo sympatycznych. I nawet wybaczałam im nieznajomość języka angielskiego, bo pomagali po swojemu, jeśli nie umieli się wysłowić, prowadzili do szukanego miejsca. Ludzie skarby.

















