Ryan pracował jako freelancer i zajmował się nagłośnieniem koncertów i innych wydarzeń. Dzięki temu
był w trasie koncertowej m.in. z Daft Punk, a poza tym zobaczył naprawdę spory kawałek świata.
Dniami zwiedzaliśmy, a nocami graliśmy w Guitar Hero!
Spędziliśmy wspólnie 2 dni, włócząc się po mieście i poznając LA od strony tubylca, nie turysty.
Zwiedziliśmy całe Downtown, czyli centrum miasta, w którym doprawdy nie ma nic ciekawego, najstarszą dzielnicę El Pueblo, Chinatown, Koreatown i wylądaowaliśmy w fajnej knajpce Phillipes, gdzie spożylismy takie oto kanapki:
Jednego wieczoru wybraliśmy się na szaleńczą przejażdżkę jeepem i wjechalismy do Griffith Park, na szczycie którego znajduje się obserwatorium. Tam też moglismy podziwiać panoramę miasta. Los Angeles jest ogromne. Już podczas lądowania samolotu przez ponad 20 minut leci się nad samym miastem. Dla porównania Warszawa liczy 1,7 mln. mieszkańców, Los Angeles 19,6 mln…
Na kolejne 4 noce przenosimy się na Downtown. Jedną noc spędzamy w hotelu, 3 kolejne na couchsurfingu. Bardzo się cieszymy, kiedy okazuje się, że Lauren mieszka na tej samej ulicy, przy której mieści się nasz hotel (Flower Street), nie musimy zbyt długo dźwigać naszych bagaży, które łącznie ważą dobre 40 kg.




















