Czeka mnie pracowita jesień. Trochę wyzwań, sporo obowiązków oraz okazji, dzięki którym będzie można wyjść poza własną strefę komfortu (i nie mam tu na myśli wcześniejszego wstawania, kiedy na dworze ciemno, prawie noc).
I nawet cieszę się na tę nadchodzącą porę roku – można już z szafy bezkarnie wyciągnąć botki. Nie, żebym nie chodziła w nich latem – jaram się okrutnie tym typem obuwia na jeszcze-gołych, nie spętanych rajtami nogach – ale jesienią nabierają zupełnie nowego wymiaru. Można nareszcie rozpocząć odliczanie dni do wakacji (27) i wierzyć, że końcówka roku będzie pod każdym względem dobra.
Nadeszła już pora,
żeby to wszystko rzucić i trochę oszaleć.
— T. Różycki
