![]() |
| Źródło |
Przymykam na chwilę oczy i nagle ktoś chwyta mnie za nadgarstek. Jestem w środku gwarnego targu w sercu małego hiszpańskiego miasteczka, wlokę się za ciemnoskórym mężczyzną, który za pięć sekund każe mi wysadzić wszystko w powietrze. Trzy, dwa, jeden… Nie widzę wybuchu, bo jestem już na wybrukowanej kocimi łbami paryskiej ulicy, szybko przebieram szczupłymi nogami, pod malinowe szpilki rzucając slim peta. Mam w kieszeni szminkę i w kieszeni nóż, idę w tango. Klaps. Siedzę na parapecie z kubkiem herbaty, mam na sobie sweter, który pamięta jeszcze zimowisko Duszniki Zdrój 1997, o moje blade nogi ociera się czarny kocur. W tym samym momencie rozbrzmiewa dzwonek u drzwi. Kruczowłosy listonosz – Luigi wręcza mi becik z zawodzącymi kociętami bez głów. Przyjmuję to ze spokojem i godnością na miarę człowieka XXI wieku, którego nic już nie dziwi. Chwilę później stoję w koszuli nocnej na dachu czteropiętrowego budynku i skaczę. Spadam na cztery łapy, choć w głębi duszy od dawna marzę, by unicestwić się, dotknąć dna. Klatka stop.
Nasz umysł to najlepsze, najdoskonalsze kino, jakie kiedykolwiek mogliśmy sobie wyśnić. Tylko tutaj nikt nie pyta o wiek przed emisją filmu dla dorosłych i nie sprawdza czy mam na karku piętnaście wymaganych wiosen. Nie dla mnie czwartoligowe rólki w polskich sitcomach, drugorzędne miejsca na pokazach mody – tu zawsze jestem główną postacią dramatu i snuję surrealistyczne opowiastki, za które studenci łódzkiej filmówki skłonni byliby płacić miliony polskich złotych. Z mistrzowską precyzją ze skrawków obrazów łączę nierealne elementy w całość i nigdy się nie dziwię, choć powinnam. Tylko tu i teraz mam szansę zrobić to, na co w realnym życiu nie starcza odwagi. Tylko w ten sposób mogę przenieść się w czasie – żadne biuro podróży w tym kraju nie oferuje wycieczek w przeszłość, więc przyznacie, że to kuszące…
Przylegają do człowieka ciasno, dyktując formę nastroju na zbliżające się dwadzieścia cztery godziny. Łapią kurczowo za kołnierz, każąc wciskać pedał gazu do końca, skakać z drapaczy chmur, kochać i porzucać. Sny. Nadchodzą znienacka, zaskakując, pozostawiając w błogim lub drażniącym poczuciu niedosytu. Z rozkoszą każdej nocy zamykam oczy i daję ponieść się tej niezbadanej energii, która bierze odważnie za rękę i prowadzi w nieznane otchłanie własnej podświadomości. Idę za nią posłusznie starając się nie wypuścić z dłoni jej szczupłego nadgarstka.
I tak kroczymy w tej coraz gęstszej atmosferze, ramię w ramię.
Do utraty tchu.
.jpg)