Wbrew pozorom to nie jest stylizacja z cyklu „założyłam naszyjnik do bluzy i poczułam się jak milion baksów”, tudzież „outfit ze spodniami koloru >>attention whore<<„. Wzbiłam się tym samym na kolejny level walki z czarnymi ubraniami. Wiem, że pewnie pięć razy lepiej wyglądałabym w jasnych kolorach, ale jestem wierna czeni jak pies (suka) i nie opuszczę jej aż do śmierci (zapewne). To samo tyczy się ramoneski, która jest chyba jedynym evergreenem w mojej szafie.
PS Obcasy do parku to raczej strzał w dziewiątkę! Albo strzał w stopę. Jak kto woli.
fot. Paweł
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)