23

Wydeptując dziś ścieżkę od szafy do komody (nuda to stan, w którym zaczynasz czytać ulotki reklamowe oraz zaczynasz sprzątać, choć wiesz, że to ostatnie z góry skazane jest na niepowodzenie) byłam świadkiem przepychanek w mojej garderobie. Koszulki wyzwały swetry od grubasów i kazały im się wypchać w najciemniejszy kąt szafy. Kardigany, pulowery i inne futrzaki nie pozostały im dłużne, poleciały ściegi i guziki, nie obyło się bez wulgaryzmów (’ty cienka szmato!’) Ostatecznie w geście triumfu, naprzód wysunęły się t-shirty, dając mi znak, że żadna pora roku nie jest pretekstem do noszenia nijakich ubrań.

fot. Paweł
blazer: stradivarius, t-shirt: the orphan’s arms, leggins: Qoo Qoo  shoes: camaieu