INFORMACYJNA DIETA

DeathtoStock_Simplify6 (960x640)

Internet to narzędzie, ale jest to narzędzie nieco inne niż młotek. Młotek nie sprawia, że wpatrujemy się w niego przez sześć godzin, siedząc samotnie w gaciach.

W Wysokich Obcasach Ekstra (maj 2012) przeczytałam szalenie inspirujący artykuł pt. Obżarty informacyjnym fast foodem (autor: Brian Lam) o tym, jak dużo czasu spędzamy w Internecie na robieniu bezużytecznych rzeczy. Choć trudno w to uwierzyć, naukowcy udowodnili, że nowe technologie unieszczęśliwiają nas. Z mojego punktu widzenia niełatwo to pojąć – zdaję sobie sprawę, jak dużo realnego czasu zabiera mi Internet, ale z drugiej strony zawdzięczam mu mnóstwo wspaniałych rzeczy – to przede wszystkim narzędzie mojej pracy. Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Stanforda wynika jednak, że osoby, które spędzają dużo czasu przy komputerze, są mniej szczęśliwe, niż te, które nie robią tego zbyt często.

Autor artykułu porównuje treści większości popularnych serwisów do pustych konwersacji z zakrapianych imprez. Tych, na których wszyscy krzyczą i nikt nie mówi nic interesującego. Nie trzeba daleko wybiegać myślami, by przyznać mu rację. Jesteśmy zalewani zewsząd falą śmieciowych informacji, newsów z niesprawdzonych źródeł, plotek. I bezmyślnie to łykamy.

Klikanie w przycisk Lubię to nawet miliard razy nie da ci orgazmu, nie przytuli cię, ani nawet nie przybije piątki.

Ponoć ograniczenie się do odwiedzania jedynie wartościowych i niezbędnych portali pozwoli nam zaoszczędzić nawet do 3 godzin dziennie. Pomyślałam, że nadeszła pora, by zrezygnować z informacyjnego fast-foodu i zaoszczędzony dzięki temu czas, spożytkować na coś ciekawszego.