MOJA KOSMETYCZKA

Venila Kostis kosmetyki

Prawie dwa lata temu dodałam notkę, w której podzieliłam się z Wami moimi ulubionymi kosmetykami. Najwyższa pora nieco ją zaktualizować.

Poniżej znajdziecie listę kosmetyków, których używałam na przestrzeni ostatniego roku. Niektóre z produktów mnie zaskoczyły, inne rozczarowały. Są takie, z którymi nie rozstaję się od dawna i takie, które już od pierwszego wejrzenia zawróciły mi w głowie. Z kosmetykami jest trochę jak z miłością – fajnie, jak iskrzy między Wami już od pierwszego spotkania i czujesz, że wspólnie zapiszecie dłuższy kawałek historii dziejów. Sama z góry przekreślam wszystkie produkty, do których na dzień dobry nie czuję chemii. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym żałowała.

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI TWARZY

Długo szukałam odpowiedniego kremu do twarzy. Ostatnio polecałam Wam Siquens przeciwko niedoskonałościom – jakiś czas temu do niego wróciłam i już mi nie odpowiada. Zdecydowałam się jednak na zakup kremu odżywczo-pielęgnującego Embryolisse, który swego czasu był mocno promowany na blogach (co akurat skutecznie zniechęciło mnie do złożenia zamówienia – uznałam, że skoro tak wiele osób go chwali, nadaje się tylko do cer bezproblemowych). W końcu jednak ulegałam i absolutnie nie żałuję – super nawilża, pozostawiając przy tym skórę niebiańsko gładką i aksamitną, szybko się wchłania, nie podrażnia. Chyba ideał. Zanim jednak uznam, że dopóki śmierć nas nie rozłączy, muszę wypróbować jeszcze Kiehl’s Ultra Facial. W ostatnim roku do twarzy używałam jeszcze: serum BIO IQ (fajne) oraz na zimę sprawiłam sobie komplet tanich jak barszcz kremów marki Ziołolek (dostałam kiedyś próbki od dermatolog i byłam zachwycona) – na dłuższą metę mój entuzjazm opadł, bo to prawdziwe tłuściochy (jest spora szansa, że zapychają), ale w najbardziej mroźne dni dawały radę (szczególnie aplikowane na noc).

Z peelingów mam jeden ukochany: borowinowy marki tołpa (stosuję go i na twarz, i na całe ciało) – jest naprawdę super. W przeciwieństwie do wielu produktów tego typu, nie tylko złuszcza, ale i nawilża, pozostawiając skórę mięciutką jak kaczuszka. Do demakijażu używałam wielu: emulsji micelarnej Cetaphil (średniak), płynu micelarnego z Biedry (po miesiącach zachwytu, nagle wysusza mi skórę), olejków (ten z Resibo był niezły, z kolei pięknie opakowane produkty z Ministerstwa Dobrego Mydła w ogóle się u mnie nie sprawdziły) oraz oleju kokosowego. Poszukiwania godnego partnera wciąż trwają. Zaznaczę, że preferuję produkty, przy których nie trzeba używać wody (czyli płyny, toniki i i takie tam, żadne mleczka, broń cię panie boże).

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CIAŁA

Cetaphil Dermoprotektor to podstawa mojej pielęgnacji. Rocznie na ten produkt wydaję naprawdę spore sumy, bo nie dość, że nie należy do najtańszych, to jedna butelka starcza mi maksymalnie na dwa tygodnie (nie to, że jest tak mało wydajny, to ja muszę się tak często nim kremować). W ciągu roku zrobiłam sobie jeszcze małą przygodę z produktami Babydream z Rossmana, ale pomimo lepszego składu nie działały na moją skórę, tak jak powinny. Chyba koniec z eksperymentowaniem, skoro ideał już mam.

Każdy, kto choruje na AZS wie, że kluczowy w pielęgnacji ciała jest moment kąpieli. Osobiście łamię wszystkie zakazy, bo i kąpię się pod gorącą (żeby nie rzec wrzącą) wodą i moczę godzinami, ale na szczęście nie zapominam o emolientach. U mnie najlepiej sprawdziła się emulsja do kąpieli Mediderm – nie jest jakoś super dostępna w każdej aptece, więc wychodzi na to, że pół miesiąca kąpię się jak należy, a pół używam zwykłych płynów pod prysznic (różnica jest niewyobrażalna – najbardziej śmieszą mnie te wszystkie żele, które z opakowań krzyczą, że są nawilżające, a po wyjściu spod prysznica skórę mam tak ściągniętą, że czuję się jak mumia. Tak, to o Was mówię, wszystkie Palmolive, Nivea i inne. Raz po użyciu Le Petit Marseillais musiałam się cała nasmarować olejem kokosowym, bo nie dawałam rady).

Do włosów używam najczęściej upiększający szampon L’oreal Elseve Nutri-Gloss Cristal (zawsze do niego wracam, sprawia, że moje włosy zyskują na objętości i wyglądają ładnie i zdrowo), a z odżywek aktualnie mam Crema al Latte, mleczną maskę, która kosztuje grosze i z której jestem bardzo zadowolona.

Produktów do stylizacji włosów u petenta nie stwierdzono.

KOSMETYKI DO MAKIJAŻU

Przyznam, że nie mam zbyt wielu produktów kolorowych w kosmetyczce, raczej nigdy nie zdarza się tak, żebym jednocześnie miała trzy różne tusze do rzęs czy pięć podkładów, bo zwyczajnie nie potrzebuję miliona kosmetyków. Nie to, że jestem taka piękna, tylko po prostu nie mam obsesji na punkcie własnego wyglądu. Nie chcę zmieniać bronzerem rysów twarzy, zmniejszać optycznie nosa czy udawać, że moje usta są większe, niż w rzeczywistości. W makijażu chodzi mi przede wszystkim o to, by prezentować się schludnie, estetycznie i nie krzywić na własny widok w lustrze.

Jako bazę pod makijaż używam ostatnio wspominany już krem Embryolisse, albo inny produkt o podobnej formule, który jest lekki i nie roluje się na skórze. Spośród podkładów w ostatnim roku używałam: kolagenowego podkładu nawilżającego Paese (średni, aczkolwiek jak na tę cenę nie jest źle, największy minus ma u mnie za to, że ciemnieje na skórze), kremu BB Skin79 (najfajniejszy produkt tego typu, jaki miałam, choć kolor mógłby być nieco mniej szary) oraz produktu Clarins Everlasting (kolor 103, Ivory). Ten ostatni w okresie letnim spisał się u mnie znakomicie i byłam przekonana, że w końcu znalazłam ideał. Kilka tygodni temu kupiłam drugą butelkę i okazuje się, że zimą, w okresie, kiedy moja skóra jest totalnie przesuszona, już tak super sobie nie radzi. Jednak dopóki nie znajdę czegoś lepszego, pozostanie nam ze sobą żyć. Jeśli chodzi o plusy tego podkładu: doskonale kryje, występuje w kilkunastu odcieniach, ładnie pachnie, utrzymuje się na twarzy naprawdę długo (choć z nosa wyciera mi się momentalnie) Z minusów: wymaga odpowiedniej bazy – wczoraj nałożyłam go na dość tłusty krem, który sprawił, że po dwóch godzinach po makijażu nie było śladu; moja skóra mocno się po nim świeci, więc nie ma mowy, by dodatkowo nie potraktować go pudrem transparentnym i mam wrażenie, że niestety podkreśla suche miejsca. Z pudrów posiadam tylko jeden kosmetyk, jest nim Kryolan Anti-Shine, skubaniec jest maksymalnie wydajny (po roku czasu, przy regularnym stosowaniu mam jeszcze ponad połowę opakowania) – podoba mi się, że matowi twarz, nie daje jej żadnego koloru, ale z drugiej strony często nie radzi sobie z suchymi skórkami.

Jedziemy dalej: róż do policzków posiadam jakiś totalnie przypadkowy, niestety starła mi się z opakowania nazwa, ale była to jakaś marka kosmetyków mineralnych. Nie widzę specjalnej różnicy w tego typu produktach, więc trudno mi się na jego temat wypowiedzieć. Jeżeli chodzi o bronzer, aktualnie używam Ziemię Egipską Bikor – to dobry i wydajny produkt, aczkolwiek nie zgodzę się z przeczytaną opinią, że nie można sobie zrobić nim krzywdy, otóż jak najbardziej można sobie uczynić nim plamy, więc chyba warto zaopatrzyć się w dedykowany mu pędzel tej samej marki. Skończył mi się rozświetlacz theBalm Mary-Lou Manizer i rozglądam się za czymś nowym (kusi mnie My Secret Illuminator – naczytałam się o nim tyle dobrego, że muszę przetestować go na własnej skórze – niestety póki co, nigdzie go nie znalazłam; oraz MAC Lightscapade). Szminek do ust używam bardzo rzadko – przeważnie wysuszają mi usta, ale jeśli już, wybieram te z MAC-a o wykończeniu satin. Na co dzień posiłkuję się jednak zwykłą wazeliną. I teraz szybko oczy: korektor True Match (jak dla mnie trochę za ciężki); eyeliner Rimmel Glam Eyes (najlepszy, choć mógłby mieć nieco szerszy pędzelek), cienie do brwi jakieś z H&M-u. Pędzle do makijażu mam 4 na krzyż: 3 z marki Zoeva (doskonała jakość, jak najbardziej polecam) i jeden z Bdellium Tools (totalne rozczarowanie – kupiłam sobie trzy pędzle z serii Studio, zapłaciłam niemało, a okazały się nędznymi bublami, z których wychodzą włoski).

____

Jestem ciekawa Waszych opinii na temat ulubionych produktów kosmetycznych. Wszystkie rekomendacje mile widziane!