Fot. Kaboompics
Przybywam do Państwa z garstką refleksji po lekturze książki S.R. Covey, 7 nawyków skutecznego działania. Nie to, żeby była to jakaś fenomenalna pozycja, którą chciałabym Wam od razu polecić, bo z tego, co pamiętam, momentami mocno się męczyłam podczas czytania. Ale nie zmienia to faktu, że udało mi się wynotować kilka interesujących faktów, z którymi się zgadzam i chętnie je skomentuję.
- Nauczyć się czegoś, ale tego nie robić, to tak jakby wcale się tego nie nauczyć.
W tym momencie nastąpi mała dygresja, która autorce tego bloga przyszła do głowy, tuż po przeczytaniu powyższej sentencji. Otóż największą głupotą w ustach ludzkości jest stwierdzenie: wiem, że powinienem to zrobić. Wiem, że powinienem iść do lekarza; wiem, że należałoby się zająć tą sprawą już dziś; wiem, że powinnam schudnąć itd. No to skoro, wiesz, że coś powinieneś zrobić, a mimo to wciąż tego nie robisz, jesteś totalnym głupcem. Bo jak inaczej nazwać tego typu zachowanie? Więc zamiast kolejny raz wygłaszać kwestię: wiem, że powinnam lepiej nauczyć się angielskiego, weź i już dziś zapisz się na kurs językowy, albo ściągnij darmowy program z Internetu. Do dzieła!
- Widzimy świat przez pryzmat tego, jacy jesteśmy.
Wydaje nam się, że widzimy rzeczy takie, jakimi są. Ale to oczywiście nie jest prawdą. Obserwujemy świat i oceniamy ludzi, kierując się nabytym doświadczeniem, społecznymi uwarunkowaniami itd. A więc, jeśli na widok dziewczyny w krótkiej sukience, dopowiadamy pod nosem: dziwka, to prawdopodobnie nie z nią jest coś nie tak, ale z nami i wypadałoby głębiej zastanowić się, co takiego dzieje się w naszej głowie, że zareagowaliśmy tak, a nie inaczej. Kompleksy, niska samoocena, a może po prostu zły humor wpłynęły na nasze postępowanie? To, co widzimy jest ściśle związane z tym, jacy jesteśmy, a więc analogicznie – chcąc zmienić określony paradygmat postrzegania rzeczywistości, powinniśmy w pierwszej kolejności popracować nad własnym charakterem.
- Rani nas nie to, co nam się przytrafia, ale nasza reakcja na to.
To sentencja, która chyba najmocniej dała mi do myślenia. Każdy z nas ma wybór reakcji na daną sytuację. Tylko i wyłącznie od nas zależy, czy na fakt zakończenia związku zareagujemy szlochem (bo rzucił) czy radością (wolność i swoboda!). Czy za spóźnienie się na samolot odwalimy na lotnisku dramę, czy też weźmiemy to za opatrzność losu. Jeśli spróbujemy pamiętać o tym, że za każdym razem możemy zadecydować, czy coś w nas uderzy, czy po nas spłynie i świadomie będziemy tego używać, gwarantuję, że życie lżejszym nam będzie. Świadomość tego, że możemy decydować w jaki sposób wszystko, co przeżywamy będzie miało na nas wpływ, jest szalenie cenna.
- Nie żyj pod presją okoliczności.
Prawie każdy z nas wcześniej lub później, rzadziej lub częściej poddawany jest pewnej presji, czasowej, sytuacyjnej, nieważne. Dam przykład: dostajesz propozycję napisania książki, to twoje wielkie marzenie, ale nie czujesz się jeszcze na siłach, by podjąć rękawicę. Z drugiej strony boisz się, że drugiej szansy możesz już nigdy nie dostać i ostatecznie decydujesz się na wydanie własnej powieści. Albo: planujesz wakacje w Hiszpanii, tymczasem tanie linie lotnicze wrzucają bilety za 1 PLN do Chorwacji. Naturalnie, ulegasz promocji i wyjeżdżasz na urlop nad Adriatyk. I fajnie – zwiedzasz nowe miejsce, którego dajmy na to również nie widziałeś. Ale jeśli dodamy do siebie te wszystkie mniejsze i większe decyzje oraz sytuacje, które wcale nie wypływały z naszego wnętrza, może okazać się, że nie żyjemy własnym życiem, o czym mówi punkt kolejny:
- Czy scenariusz wg którego żyję jest zgodny z moją wewnętrzną harmonią?
A więc krótko mówiąc: czy żyjesz życiem swoim czy wpadłeś w pułapkę i nieświadomie realizujesz oczekiwania innych? Czy to, jak dziś wygląda Twoje dzisiejsze życie pokrywa się z tym, jak widziałeś je 5 albo 10 lat temu? (Przyznam, że moje wygląda znacznie lepiej).
- Ludzie sukcesu mają siłę robienia rzeczy, na które nie mają ochoty.
Czyli, że zamiast brać windę, zawsze cisną schodami do góry. Nikomu się nie chce wstawać rano razem z kogutami – serio – ale są wśród nas ludzie, którzy znajdują w sobie siłę, żeby to czynić i mimo podkrążonych oczu podbijać świat. Każde przełamanie wewnętrznego oporu, przekroczenie własnej granicy (nawet jeśli jest to tylko skromne przejście graniczne typu Jędrzychowice – Ludwigsdorf) buduje w nas moc do działania i zwiększa wiarę we własne możliwości.
- Spokój wewnętrzny jest efektem życia zgodnego z prawdziwymi zasadami i wartościami.
Człowiek, który ma swoje zasady i kurczowo – choćby nie wiem co – ich się trzyma, może spać spokojnie. Nie dotykają go większe dylematy; wie, jak poradzić sobie w trudnych sytuacjach i nie ma problemu z podejmowaniem decyzji, bo te, które wypływają z jego zasad, nie dość, że będą zawsze słuszne, zostaną podjęte bez większego wysiłku.
I szczególnie tego ostatniego i sobie, i Wam życzę.