Czy o wojnie da się w ogóle mówić pogodnie? Z uśmiechem na ustach wyliczać jej zalety, nie wzruszać się na myśl o tym, co było, nie ronić łez? Okazuje się, że i owszem.
Z książkami o wojnie jest zasadniczo jeden problem – jeśli nie są to publikacje o charakterze dokumentalnym, ryzyko, że w pewnym momencie natkniemy się na patos, jest wręcz nieuniknione. Reportaż Dariusza Zaborka świetnie ilustruje, że z tematu II wojny światowej można coś jeszcze wykrzesać i można zrobić to w zupełnie nowej formie. Pewnie większość z nas na wieść o obozach koncentracyjnych ma w głowie obraz przemocy, strachu, w końcu śmierci. I słusznie, bo jest to wizja zgodna z prawdą. Gdzieś pomiędzy lękiem o kolejny dzień, przymusową pracą i niezasłużonym upokorzeniem kryje się jednak codzienność. I właśnie o tym jest ta książka, o obozie – mieście z olbrzymią społecznością żyjąca ze sobą latami.
Numer obozowy 7805, kolor włosów blond. Poznajcie Alicję Gawlikowską-Świerczyńską, kobietę, która przeżyła obóz koncentracyjny w Ravensbrück, na złość Niemcom. W rozmowie z Zaborkiem opowiada o swojej młodości, pracy w konspiracji, pobycie w obozie, a także o życiu po wojnie.
[fragmenty]
- (o sposobie na przeżycie)
Polubić sytuację. Polubić obóz koncentracyjny! Popatrzeć rano na apelu – gdy się stało trzy godziny – jakie wschodzi piękne słońce. Stałam i na wprost siebie miałam mur. Lecz za murem był las. Gdy drzewa pokrywał szron i śnieg, ta biel odbijała się w słońcu i wspaniale to wyglądało. Zapominałam, gdzie jestem. Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Zwłaszcza gdy sytuacja jest nie do zmiany. W każdej sytuacji należy znaleźć swoje miejsce, odkryć, że to co nas spotyka, nie jest złe.
(…) Jest taka życiowa zasada – dopóki człowiek wykonuje podstawowe czynności: chce się umyć, chce zjeść, chce się uczesać, chce się ubrać, to będzie żył. Ale kiedy przestaje spełniać życiowe obowiązki wobec siebie samego, to koniec. Zasada święta do dziś: codziennie wstaję o szóstej i nie zjem śniadania, jeżeli nie jestem ubrana, uczesana i umalowana.
- (o obozie)
Była fama, że obóz w Oświęcimiu jest gorzej zorganizowany, że są gorsze warunki, że jest ciężej, a Ravensbrück był szykowany dla Niemek, więc tam musiało być lepiej. W pociągu całą noc śpiewałyśmy. Młodość jest niesamowita…!
(…) Na początku praca bywała beznadziejna, niekonstruktywna, bez sensu. Przesypywałyśmy piasek z jednego miejsca na drugie. Po prostu chcieli nas czymś zająć. Później trafiłam na trzy miesiące do hodowli królików rasy angora. W obozie był głód, a króliki miały dobre kartofle, gotowane z ziarnami, a nie zgniłe, tak jak my. Troszkę pojadłam (śmiech).
- (o mężczyznach)
Wtedy to zetknęłam się po raz pierwszy z mężczyzną w innej niż dotychczas sytuacji, poznałam przeciwnika o silnej pięści, pewnego siebie, dla którego nie istnieje kobieta jako taka. Tak, mężczyzna potrafi pięknie całować, ale bić potrafi także, bezlitośnie. Ten pierwszy policzek wymierzony ręką mężczyzny pozostawił ślad i wymazał nagle z mej pamięci wszystko dobre, czegokolwiek od mężczyzny doświadczyłam.
- (o godności)
My, pracownice działu przemysłowego, w tych magazynach z materiałami za ciężką pracę fizyczną dostawałyśmy drugie śniadanie – ekstradokładki. Jednak na znak protestu, że tylko nam dają, nie brałyśmy tego jedzenia. Pokazałyśmy, że co to – tu będą nam pchać, a tam ludzie umierają z głodu. Jeszcze człowieka było stać na taki gest honorowy.
- (o pożegnaniach)
Wyroki śmierci Niemcy wykonywali do lutego czy marca 1945 roku, w odstępach co dwa, trzy miesiące, po pięć, sześć, osiem kobiet. I nigdy nie było wiadomo: kto, kiedy i dlaczego. Pożegnanie tych, które szły na rozstrzelanie, utkwiło mi w pamięci na całe życie. Zawsze mówiłyśmy, że mają dobrze wyglądać. Czesałyśmy je, żeby nie pokazywać przed Niemcami, że się boją. To też poprawiało samopoczucie. Chodziło o to, żeby zachować twarz. Kobiety przed rozstrzelaniem były nadzwyczaj opanowane, nie pokazywały emocji ani strachu. Przed egzekucją wszystkie zachowywały się pięknie.
_____
Pewnie dziwnie zabrzmi, jeśli napiszę, że książka Czesałam ciepłe króliki to ogromna dawka optymizmu, ale ostatecznie to historia o tym, że człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje. I zanim kolejnym razem będziecie umartwiać się zbyt niskimi zarobkami, za małym mieszkaniem i brakiem wakacji, przypomnijcie sobie, że jednak fajnie jest pożyć.
Po tej lekturze nic nie wydaje się trudne. Macie moje słowo.
