Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo chciałam mieć zawsze pod domem knajpę z prawdziwego zdarzenia, albo chociaż kawiarnię. Wiecie, żeby jak na filmach schodzić w kapciach na śniadanie i przybijać piątkę z zaprzyjaźnionymi barmanami.
Na szczęście choć mieszkam aktualnie na obrzeżach miasta, trafiłam na osiedle, na którym zaczyna się sporo dziać pod względem gastronomicznym.
Kukmania to świeżynka na kulinarnej mapie Wrocławia – istnieje może z 1,5 miesiąca, ale z tego, co zdążyłam zauważyć, skradła serca wielu mieszkańców, o czym mogą świadczyć choćby mocno obłożone stoliki szczególnie w porach popołudniowych. Skuszona ciekawą nazwą i oryginalnym wystrojem, udałam się tam jakiś czas temu z Pawłem na obiad. Zdecydowaliśmy się na: zupę ogórkową, krem pomidorowy, naleśniki oraz carbonarę. Wszystko było absolutnie przepyszne. Na czele z moimi słodkimi naleśnikami, które co prawda znajdują się w menu dla dzieci, ale zaręczam, że to porcja, którą najedzą się także dorośli. W trakcie dzisiejszej wizyty zdecydowaliśmy się z kolei na pierogi z jagodami oraz polędwiczki w sosie musztardowo-miodowym z ryżem, gruszkami i serem pleśniowym. Do tego kompot domowej roboty. PY-CHO-TA.
Karta menu lokalu jest bardzo krótka – dosłownie kilka dań, zmieniających się każdego dnia. Znajdziecie w niej m.in. zupy, makarony, dania mięsne, a także wyjątkowe desery. Kukmania to miejsce do którego chce się wracać, nie tylko ze względu na dobre jedzenie, ale i na bardzo przyjazną, swobodną atmosferę. Jedyny zgrzyt to ogromny parasol Żywca, rozpościerający się nad całym ogródkiem lokalu, który niweczy efekt stylizowanego na prowansalską modłę wnętrza i zwyczajnie dokonuje gwałtu na co wrażliwszej psychice.
Kukmania
Zwycięska 21, Wrocław











