W mieście Ch. nie dzieje się zupełnie nic. Takie wydarzenia jak przyjazd Magdy Gessler, koncert pastorałek czy otwarcie nowej Biedronki są zaraz po II wojnie światowej największymi atrakcjami w mieście. Wszelkie placówki kulturalne z powodzeniem zastępowane są pawilonami usługowymi. Solarium o wiele lepiej sprawdza się w miejscu byłej biblioteki miejskiej, a i plebania zdaje się całkiem nieźle zapełniać lukę po Młodzieżowym Domu Kultury. Pogarda bierze górę nad rozczarowaniem.
W mieście Ch. wszyscy się znają. A jeśli się nie znają, to i tak się znają, wiadomka. Zagęszczenie dresa na metr kwadratowy jest tu imponujące, podobnie jak peleton dziewcząt, które trzy dni temu zauważyły u siebie owłosienie łonowe i postanowiły z tego skorzystać. Na ulicach mijają mnie gollumy, witryna mody polskiej oraz zapach kotleta mielonego z Baru Popularnego, stołówki miejskiej ludności.
W mieście Ch. ludzie wyglądają, jakby pięć minut temu dowiedzieli się o śmiertelnej chorobie, a atmosfera jest tu gęsta od papierosowego dymu najniższego sortu. Hashtagi opisujące miasto Ch.: #bieda #żule #szarość #smutek#no future.
Pewnego dnia miasto wyskoczy z tego przebrania.
Dobry wieczór. Wróciłam ze swojej rodzinnej miejscowości, a wizyty w tamtejszych rejonach ZAWSZE skłaniają mnie do refleksji. Tymczasem oddaję się rozkoszom miejskim w mieście Wrocław. Na zdj. dzisiejsza wycieczka na Zamek Topacz w towarzystwie Marii, Pawła i Pawła.






