A później myślę sobie jeszcze, jak to zawierzamy pewnym utartym schematom i stereotypom, które determinują nasze codzienne zachowania. Że z Biedry wychodzi się z żółtą reklamówką pełną obciachu, pieczywem gorszego sortu (na konsumpcję zasługuje tylko ten zrobiony na własnoręcznie wyhodowanym zakwasie). Ubraniami z miejskiego bazaru ostentacyjnie się gardzi, a przecież nie różnią się niczym od tych od Romwe czy innych Oasap, które zaraz po tym jak wywietrzymy z charakterystycznego zapachu, dumnie obnosimy na swoich barkach. Funkcjonujemy w przeświadczeniu, że telefon/samochód/komputer/telewizor należy wymienić na nowy (teraz, już, natychmiast!). Bo tak trzeba i wypada. Żyjemy w społeczeństwie, które pragnie luksusu po linii najmniejszego oporu (markowe ciuchy tylko z outletu, wakacje w Egipcie, miejskie auto typu SUV na kredyt), a w głębi duszy rozpaczamy, że kawa w Starbucksie jest za droga.
Kiedy tak się dłużej nad tym zastanowisz, twoja nienawiść do bezmyślnego konsumpcjonizmu oraz ludzkości wzrasta. I chcesz się z tego wypisać.
To bez znaczenia, którą opcję wybierzecie: czy zdecydujecie się być jednym z wielu, którzy podczas masowego pożaru spłoną tak jak sąsiedzi spod trójki i dwunastki w tym samym fotelu Ikea typu Karlstad, dzięki któremu identyfikacja ciał przestanie być taka oczywista. Czy też będziecie nowoczesnymi mamami (jak Reni Jusis, eko-matka Polka), z tym całym swoim ekwipunkiem orzechów do prania i eko-pieluch, czy też będziecie postrzegani jako hipsterzy, gdy odważycie się zrobić coś inaczej, niż tłum, albo nazwiecie się snobami, bo każda nowa rzecz z markową metką będzie powodować wzwód waszego ego.
Bez względu na wszystko, nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi lub lepsi, ubrani od stóp do głów w H&M czy Pradę, na wakacjach w Wałbrzychu lub Tokio, w Almie czy pod warzywniakiem. Niech tylko wasze zakupy przestaną być sumą przypadków. Wybierajcie świadomie i bądźcie szczęśliwi. (Tylko bez przesady. Nie trzymajcie się tak kurczowo planu pięcioletniego i powiedzcie czasami coś, co Wasze dzieci będą chciały wyhaftować na makatce.*)
*Ch. Palahniuk, Fight Club
