Ta sukienka, a raczej tunika, tyle, że uparcie noszona przeze mnie jako ta pierwsza, jako jedna z nielicznych zdała egzamin na najbardziej przydatną i uniwersalną rzecz w podróżnej walizce (plecaku). Pomimo zgniatania, ugniatania, rzucania bagażu na licznych lotniskach, wciąż w miarę zachowuje swój kształt i co najważniejsze- nie gniecie się!
__________________
I tu nastała pauza na oklaski dla firmy Atmosphere.
Współtowarzysze owej sukmany, fioletowe sandały, których miejsce pochodzenia wskazywały na ten fakt już w dniu zakupu (New Yorker), zakończyły swój żywot po roku żwawych hulanek oraz nie przestrzegania ich rozsądnego użytkowania i wylądowały w koszu na śmieci. Mam nadzieję, że są wdzięczne za to, że Pani ulokowała je nie byle gdzie – bo na Hawajach – gdzie pośród palm, oceanu i wszechobecnej 'pięknoty’ dokończyły swego dzieła zbawienia. No chyba, że spodobały się jakiejś hotelowej sprzątaczce i reinkarnują się właśnie w nowym, świeżym wcieleniu.
belt: c&a

