Z najlepszymi przyjaciółmi można śmiać się wspólnie z najbardziej głupich żartów na świecie, dowcipów najniższego sortu, za których ludzi powinno się wrzucać pod tramwaj. Można nie czuć się samotnie, nawet jeśli dzień w dzień zasypia się przytulonym do zimnej ściany. Można być wdzięcznym za szczerość, która najmocniej boli, ale i najbardziej motywuje. Nigdy nie pozwolą, by twoja ręka spuszczona z łóżka sięgnęła samego dna.
Najpierw wytłumaczyłam się w myślach brakiem czasu. Please, bitch – zbeształam chwilę potem. Sami przyznacie, że to najsłabsza z możliwych wymówka. Nie w porę może przyjść czkawka, okres, śmierć lub sąsiadka**. Ale nie przyjaźń. Na nią zawsze trzeba mieć czas. I dziś uświadomiłam sobie, że tak rzadko mówię osobom, których cenię, jak bardzo są dla mnie ważni. A są istotni. I to bardzo. Więc jeśli też macie wokół siebie takich ludzi, dajcie im odczuć, że są dla was kimś więcej. To wasze życie i kończy się ono z z każdą minutą*. Nie czekajcie tak długo, jak ja.
Ta notka powstała z myślą o moich najbliższych znajomych. Nie muszę ich wymieniać z imienia i nazwiska, bo wiedzą, że to o nich.
Tak. Na was patrzę.
*Ch.Palahniuk, „Fight Club”.
** J.L. Wiśniewski
.jpg)