now or never

Z najlepszymi przyjaciółmi można śmiać się wspólnie z najbardziej głupich żartów na świecie, dowcipów najniższego sortu, za których ludzi powinno się wrzucać pod tramwaj. Można nie czuć się samotnie, nawet jeśli dzień w dzień zasypia się przytulonym do zimnej ściany. Można być wdzięcznym za szczerość, która najmocniej boli, ale i najbardziej motywuje. Nigdy nie pozwolą, by twoja ręka spuszczona z łóżka sięgnęła samego dna. 

Motywacją do napisania dzisiejszej notki była wiadomość, od najlepszej koleżanki ze studiów, z którą nie rozmawiałam prawie rok. Napisała: „Ostatnio byłam z Kamilą na weselu. Jeden toast wzniosłyśmy ciepłą herbatą, wspominając twój patent wódkowy. Działał.” Nie należę do najbardziej towarzyskich osób na świecie, a ludzi, których uważam za swoich przyjaciół jest naprawdę garstka. I ta dzisiejsza wiadomość kazała mi na chwilę przystanąć i zastanowić się, dlaczego tak właściwie nie rozmawiałyśmy przez tyle czasu. Na studiach byłyśmy prawie nierozłączne, wspólnie chodziłyśmy na imprezy, konsumując kilogramy czekolady przerabiałyśmy trudne zagadnienia z gramatyki historycznej, gdzieś pomiędzy plotkami, zwierzeniami i rozmowami na najważniejsze tematy na świecie, uczyłyśmy się do egzaminów…

Najpierw wytłumaczyłam się w myślach brakiem czasu. Please, bitch – zbeształam chwilę potem. Sami przyznacie, że to najsłabsza z możliwych wymówka. Nie w porę może przyjść czkawka, okres, śmierć lub sąsiadka**. Ale nie przyjaźń. Na nią zawsze trzeba mieć czas. I dziś uświadomiłam sobie, że tak rzadko mówię osobom, których cenię, jak bardzo są dla mnie ważni. A są istotni. I to bardzo. Więc jeśli też macie wokół siebie takich ludzi, dajcie im odczuć, że są dla was kimś więcej. To wasze życie i kończy się ono z z każdą minutą*. Nie czekajcie tak długo, jak ja.

Ta notka powstała z myślą o moich najbliższych znajomych. Nie muszę ich wymieniać z imienia i nazwiska, bo wiedzą, że to o nich. 
Tak. Na was patrzę.


*Ch.Palahniuk, „Fight Club”.
** J.L. Wiśniewski