Moja miłość do miast i miasteczek jest wielka. Wiem, wiem, to powoli robi się nudne. Uczucie nowym kawalerom wyznaję średnio raz w miesiącu, lokując swoją namiętność w coraz to ciekawszych okolicznościach przyrody.
O Wrocławiu pisałam, że to taki chuligan, który na pierwszą randkę zabierze cię na dach wysokiego budynku i poczęstuje papierosem, a ty przepadniesz. Duszniki to inna liga. To dwaj bracia. Jeden – magister sztuk pięknych przy herbacie z rumem opowie ci o tym, co ciekawego ostatnio czytał; w pobliskim sklepie z antykami kupi ci wazon z przeszłością i przy pierwszej nadarzającej się okazji przedstawi swojej babci. Drugi nie da nawet złudzeń, że masz u niego szanse, na dzień dobry odpychając pozorną brzydotą i burzliwym życiorysem z wyraźnymi lukami w curriculum vitae.
Oboje jeszcze nie wiedzą, że masz słabość do rudych.
Podpisano: jestem młoda. Chcę się zakochać kolorowo!











