ŻYCIE JEST GDZIE INDZIEJ

DSC_0153 (1400x924)

Dziś zaczniemy notkę od wyrażenia: jak ja mogłam.

A więc, jak ja mogłam: nie lubić kabanosów, mówić, że tak, skoro nie, zdawać się na magię kasztanów. Myśleć, że wszystkie matki z dziećmi są fajne (no powiem Wam, że kiedy jakiś dwulatek w kolejce do kasy napierdala mnie po łydkach plastikowym mieczem, a na mój krytyczny wzrok jego matka odpowiada do mnie boldem i comic sansem, że o boże, przecież to tylko dziecko, to powiem wam, że jednak nie odczuwam wtedy instynktu macierzyńskiego. Ani kobiecej solidarności).

Łudzić się, że można pracować inaczej, aniżeli z tabliczką czekolady u boku (i powiem Wam, że jak tak człowiek przestaje sam siebie oszukiwać, że lubi się zdrowo odżywiać, uznaje, że jednak przeszkadza mu podejmowanie decyzji życiowej wagi: paczka chipsów czy ciastka w czekoladzie, i wychodzi potem ze sklepu i z chipsami, i z ciastkami, to powiem Wam, że jakoś tak lżej się na duszy robi i jakoś praca szybciej idzie do przodu. (Aha i jeszcze z dwoma pączkami).

Jak ja mogłam uważać, że telewizja publiczna jest porządna, kiedy brak jej kultury. Pokładać nadzieję w polską szkołę reklamy, tymczasem gdzieś obok powstają takie produkcje. Żyć w myśl zasady, że jedno życie to za mało, ufać kobiecej intuicji i nie dopuszczać do siebie myśli, że faceci to największe plotkary.

Jak mogłam wierzyć, że lato jest nieśmiertelne, podczas gdy już jesień dziarsko przybyła w konkury.

I w końcu: jak mogłam twierdzić, że potrafię napisać tekst bez zbędnego patosu, choć jak zwykle wyszła mi typowa drama.

Naiwność ludzka rzecz, mawiają.