Dziś Dzień Pozytywnego Myślenia. Ponoć żyją gdzieś na świecie ludzie, którzy siedzą i wymyślają sobie dziwne i niedorzeczne święta, przy których Boże Narodzenie może się schować ze wstydu pod kołdrę.
Ot, istnieje np.: Dzień Sprzątania Biurka, Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Dzień Naleśnika, Europejski Dzień Sąsiada, Dzień Grzyba, Dzień Osób Nieśmiałych, Dzień Kota, Dzień Masturbacji, Dzień Kibica Cracovii, Dzień Dni, Które Nie Istnieją, Dzień bez Komputera, Międzynarodowy Dzień Rysowania Mahometa, Dzień Pac-Mana, Święto Bułki, Dzień Stylisty Paznokci, Dzień Wiatru, Dzień chodzenia do pracy inną drogą itd. Właściwie łatwiej byłoby mi wymienić, jakim przedmiotom nie nadano jeszcze miana świętych.
Dzisiaj każą nam z kolei myśleć pozytywnie, więc, no cóż: wczoraj mój tyłek zawstydził ulubione spodnie, aż biedne pękły na szwie – nic to, kształtne pupy są ponoć pożądane w dzisiejszych czasach; nadal podtrzymuję chęć zmiany domeny na człowiek-pryszcz dot com, jakby jednak nie patrzeć, trądzik odmładza, ludzie myślą, że masz 18 a nie 27 lat; we Wrocławiu jest na tyle ciepło, że można biegać po mieście w adasiach, nawet jeśli te nie pasują do stroju; no i w sumie, co z tego, że wścibskiego sąsiada zamieniłam na sąsiada śpiewaka operowego, zawsze to +10 do kultury. I tylko za cholerę nie mogę znaleźć pozytywnej strony pełnego ZUS-u, który przyjdzie mi płacić od tego miesiąca (#zgryzoty_businesswoman).
PS Swoją drogą, ciekawe czy doczekamy czasów, w których takie Święto Bułki będzie dniem wolnym od pracy? Już nie mogę się doczekać!
fot. Paweł
płaszcz: Saska, spódnica: review, buty: van der deichmann

