fot. Paweł
koszulka: romwe, spodenki: topshop, czapka: new era, buty: diverse
Dziś będzie rzecz o mych smutnych t-shirtach (inspiracją było hasło kluczowe, które znalazłam w swoich statystykach: przygnębione, męskie koszule oraz książka Marqueza), a właściwie o jednym z nich, który skończył niedawno swój żywot. Żyliśmy razem nierozłącznie przez kilka sezonów, aż nagle jeb – Pani zaszalała i nastawiła pranie na 60 stopni, po czym wyciągnęła z bębna ubrania ni to filozofa, ni kloszarda. Uznała potem, że koszulina zasłużyła na godną śmierć, więc ani nie zdeklasowała jej do roli ścierki, ani nie włączyła w cykl życia kontenerów na śmieci. Przy zduszonym okrzyku ułożyła połać materiału na dno czarnego worka. Poszukiwania następczyni trwają.
Zdjęcie: To jedno z tych miejsc, o których myślisz, że nie istnieją. Tymczasem masz je za oknem.
O eutanazji sandałów przeczytasz w tej notce.
Kondolencje przyjmuję w komentarzach.
Kondolencje przyjmuję w komentarzach.