Like a boss

Dziś mam dla Was kilka luźnych przemyśleń, takich bez ładu składu, ale dawno mnie tu nie było i się stęskniłam!

1. Nie wiem jak i kiedy do tego doszło, ale stałam się ogromną, niepoprawną wręcz serialomaniaczką (w najbliższym czasie popełnię na ten temat osobny wpis). Ostatnio zaczęłam nawet oglądać Pamiętniki Carrie. Jeśli ktoś ma ochotę zakrzyknąć ojapierdolę, proszę bardzo. Tak, mam prawie 26 lat i jaram się serialami dla młodzieży. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale może w tym całym życiu chodzi właśnie o to, żeby czerpać ogromną przyjemność z banałów? Jak wtedy, gdy np. pies odgryza mi pompon w czapce, a ja z rozpaczy, że była to czapka nowa, wręcz nieśmigana, z tego całego szoku turlam się z nim po podłodze ze śmiechu, zamiast wysyłać go do kąta na karnego jeża…

2. Obiecałam sobie, że będę kupowała ubrania i dodatki wyłącznie doskonałej jakości, wykonane z porządnych materiałów. Nawet nie wiecie, jak szybko z potencjalnej listy must have wypadają rzeczy, tylko dlatego, że urodziły się w rodzinie Polyester lub Viskoza. No wiecie, dzieci niby niczemu winne, ale mając doświadczenie z ich krewnymi, mam nieodparte wrażenie, że to jednak dziady i że raczej na dłuższą metę, to my się nie zakolegujemy. No jednak nie.

3. Jestem pedantką a jednocześnie największą bałaganiarą na świecie (czy tak w ogóle można?). Zanim zasiądę rano do pracy muszę mieć absolutny porządek na biurku i dokoła. Jak mówię absolutny, to mam na myśli kalendarz i telefon ułożone równolegle do siebie, zero brudnych kubków wokół itd. Pedantyzm wykracza również o wiele dalej: przed zamknięciem komputera MUSZĘ mieć porządek na pulpicie i w skrzynce mailowej. No wiecie, uczucie like a boss musi mi towarzyszyć w każdym aspekcie życia.

4. Uwielbiam planować podróże. Dziś zamiast pisać teksty do pracy, spędziłam dobrą godzinę na szukaniu lotów do Lizbony. Innego dnia szukałam idealnego domu w Nowej Zelandii. Trafiłam akurat na jakąś stronkę specjalizującą się w pośrednictwie nieruchomości i oszalałam. Oczywiście pod uwagę brałam tylko te najbardziej burżujskie chaty. Wszelkie wyrzuty sumienia tłamszę maksymą Time you enjoy wasting is not wasted time.

5. Otworzyli nam we Wrocławiu kolejną świetną miejscówkę. Butik ĘĄ (na zdjęciach) to kolejne dziecko Marty Kaźmierczak, która powinna być Wam znana z takich projektów jak:  Brylove czy VintageShop. W stacjonarnym sklepie dostępne są okulary, dodatki, gadżety i biżuteria, które do tej pory podziwiać mogliśmy tylko w sieci. Jednym słowem nowe miejsce we Wro, w którym można odpicować/odpimpować swoją stylówkę.

Do usłyszenia!