Kim chcieliście zostać, jak byliście dziećmi?
Ja chciałam być:
– nauczycielką – uwielbiałam bawić się w szkołę, miałam prawdziwy dziennik i wyimaginowanych uczniów. Nawet tak nie do końca mi przeszło. Czasami w myślach jestem ognistowłosą nauczycielką języka polskiego, która czyta ze swoimi wychowankami teksty Hłaski i zaciąga się poezją Poświatowskiej.
– farmaceutką – dosyć szybko mi przeszło, kiedy odkryłam, że chemia to nie jest moje powołanie. Do dziś nie rozumiem większości zagadnień z tej dziedziny. Ba. Chemia to dla mnie czysta abstrakcja (#tłuk)
– aktorką – a któraż z nas nie chciała? Recytowałam przed lustrem podniosłe tyrady, zaliczyłam kilka sukcesów w szkolnym teatrze, zagrałam w reklamie, a potem mi przeszło. Umówmy się, było to marzenie typowo z dupy, bo zdolności aktorskich to raczej nie mam. No chyba, że chodzi o naśladowanie Czesia z Władców Much. Albo o podkładanie głosu pod swojego psa. Aczkolwiek myślę, że mam aparycję (kości policzkowe, nos!) idealną do zagrania jakiejś czarownicy. Wszystko przede mną.
– Miss Polonią – chciałam wygrać Toyotę Corollę. Czy muszę to komentować?
– psychologiem – to już marzenie mocno licealne. Niestety na maturę z biologii poszłam z wiedzą, która ograniczała się do układu kostnego człowieka (był pierwszy w książce) i tak jakoś dziwnym trafem miałam zbyt mało punktów, by dostać się na wymarzony wtedy kierunek studiów. No to poszłam na polonistykę.
Kim jestem dziś?
Miotam się od kilku lat pomiędzy dziennikarstwem a PR-em, choć coraz częściej nadarza się okazja, by z dumą w głosie nazywać się po prostu (i aż) blogerką.
Tym oto akcentem życzę Wam wszystkiego dobrego z okazji nadchodzącego Dnia Dziecka.
Sobie życzę szczęścia i spokoju, i jeżeli kiedykolwiek będę miała córkę, żeby odziedziczyła po mnie nogi.
Ave!
fot. Paweł Bielecki
sukienka: loveclothing, koszula: romwe, zakolanówki: gatta, botki: clarks, okulary: ray ban
+(667x473).jpg)

.jpg)