WIELMOŻNA PUSTKA

DSC_0064 (1200x768)

W miniony piątek do kiosków trafił Esquire – lifestylowy magazyn dla mężczyzn. Z pilotażowym numerem wybrana garstka osób miała okazję zapoznać się już późną jesienią zeszłego roku, zwykłym śmiertelnikom przyszło jednak zaczekać aż do dziś. Przyznam, że do zakupu skusił mnie zerkający niepokojąco z okładki Dawid Ogrodnik –  i choć nawet niespecjalnie przepadam za tym aktorem, look à la polski Colin Farrell całkiem do mnie przemówił. A więc wzięłam, kupiłam, a godzinę później już tego żałowałam.

I nawet nie wkurzyłam się tak bardzo na liczbę reklam, która wynosi tu milion – prezes Edipresse Polska wyręczył mnie w żmudnych obliczeniach – okazuje się, że na 168 stron magazynu, ok. 100 stron to materiały reklamowe. To mechanizm znany w kolorowej prasie od dawna, więc nawet nie byłam specjalnie zaskoczona (co nie znaczy, że mi się to podoba). Rozwalił mnie jednak dostępny tu poziom tekstów.

Otóż tytuły oraz tematy części artykułów są tu dość tabloidowe, albo wręcz absurdalne. Środek magazynu wypełniony jest lifestylowo – rozrywkową wkładką, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że Esquire aspiruje do bycia męskim odpowiednikiem Cosmo. Weźmy kilka z brzegu: Warto próbować pod prysznicem? Czy to bezpieczne?; Zamiast malla (że co, proszę?!); Po czym poznać, że jest kobietą?; Jakich pytań unikać na początku znajomości?; Co robić, gdy nie umiesz tańczyć?; Jak w kwadrans spławić chłopaka własnej córki?; Co zrobić, kiedy pomyliłeś jej imię?; Potrawy, których lepiej unikać na pierwszej i drugiej randce; Jak kupić jej bieliznę?; Co mówi prezent od teściowej?; Dokąd na pierwsze wakacje?; Czy warto mieć kochankę?; Co zrobić, jeśli ona lepiej zarabia? Itd. Wiem, że nie jestem w grupie docelowej tego pisma, ale raczej nie chciałabym, żeby mój chłopak czytał takie żenujące teksty. Doskonale zdaję sobie też sprawę, że lekka i prześmiewcza formuła była w tym przypadku celowym zabiegiem – ale niestety i to trzeba robić umiejętnie. Całości broni jedynie gościnny występ chłopaków z Make Life Harder, którzy jak zwykle rozbawili mnie do łez. Może gdyby to on poprowadzili tę rozrywkową rubrykę, całość stałaby się bardziej strawna?

Żeby nie było, że znalazłam tu same minusy – jednym z ciekawszych działów jest ten poświęcony kulturze. Teksty napisane są bardzo zgrabnie, podejmowana tematyka realizowana jest w ciekawy sposób. Przeczytałam z przyjemnością i nawet zanotowałam kilka tytułów godnych uwagi. Na uznanie zasługuje także zmysłowa sesja zdjęciowa Evangeline Lilly, tytułowy wywiad z Dawidem Ogrodnikiem oraz ten z Michaelem Cainem.

Przychylnym okiem zerknęłam również na materiał Grzegorza Sobaszka, który zmierzył się z historią magazynu Esquire, choć już po leadzie: Miał być rozrywkowym magazynem dla panów. Jednak dzięki wyjątkowym autorom i redaktorom, którzy tworzą go od ośmiu dekad, stał się jednym z najbardziej wpływowych czasopism w historii prasy – nie miałam wątpliwości, że jego opis nie dotyczy polskiej edycji.

Esquire (czyt. eskłajer) to po francusku wielmożny pan. Nie pozostaje mi nic innego, jak zakończyć swój wywód może i mało światowym, za to dość adekwatnym przysłowiem: jaki pan, taki kram.