WSPOMNIENIE

01.05.2010 (94) (1000x665)

W popłochu przystępuję do bezceremonialnego opisu moich wspomnień. W popłochu, bo tak naprawdę pamiętam niewiele.

Uporczywie tkwi w mej głowie na trwałe zapisany epizod zmysłowego uniesienia, który z bezwstydną arogancją podporządkowuje sobie moje zmysły. To obraz dzieciństwa podyktowany zapachem pomarańczy. Otóż jestem chyba fetyszystką zapachów. Widzę je niemal przestrzennie i w konkretnych kształtach, mogę je dotykać. I tak właśnie, kiedy wdycham nozdrzami aromat pomarańczowych owoców, paznokciami pozbawianych swych grubych skór, w głowie automatycznie pojawia się mozaika niezwykłych, dziecięcych przeżyć, naszkicowanych w mojej pamięci kolorową kredką emocji.

W przeszłości przeżyłam wszystko to, co z pewnością składa się na wzór idealnego dzieciństwa. Oto wspomnienie odwiecznego dylematu wagi trywialnej, wyboru pomiędzy czerwoną a niebieską sukienką, bezsprzeczna i niepodważalna wiara w magię kasztanów, czy radość z podmuchu wiatru przyczepionego do kolorowej kurtki. Wysublimowanie, ze skrzętną powagą, uśmiech szuka miejsca na ustach, na myśl o wytrwałych poszukiwaniach skarbu w otchłaniach maminej kosmetyczki, przekonanie, że świat ma tylko cztery ściany; to wspomnienie niewinnej miękkości misia, potulnie przytulanego na czas godzin wieczornych. To w końcu nieświadome odkrycie, że cień na ścianie nie jest małą dziewczynką, ale właśnie mną.

Pomarańcze już obrane. Obraz delikatnie rozmywa się i odpływa ku górze, napełniając mnie tym samym słodkim nektarem wspomnień.

Po same brzegi.

|Ten tekst ukazał się na blogu, cztery lata temu. Pierwszy czerwca to doskonała okazja, by go przypomnieć.|