YOU TECHNO AND ME

1.01.2016

Jedną z moich ulubionych życiowych czynności są powroty do domu. Na prywatnej liście przyjemności komfort spania we własnym łóżku i picie herbaty z ulubionego kubka plasuje się gdzieś pomiędzy nowym odcinkiem ukochanego serialu a rozkoszą zajadania się czekoladą po krótkim okresie abstynencji. Kiedyś za ciepłą myśl o monotonii i stagnacji zaśmiałabym się sobie w twarz, dziś za święty spokój płacę łapkami w górę.

Życie bez drobnych rytuałów jest niepełne, niewyraźne, bez puenty. Jak obiad bez deseru, zima bez śnieżnego pyłu, miłość bez uniesień. Jak idealna kiecka w towarzystwie czarnych rajstop 10 DEN, które najlepszą sztukę w mieście potrafią doprowadzić do spektakularnego upadku. Jak śniadanie, na którym serwują jedynie rozwodnioną jajecznicę i jak telewizja ograniczona do niemieckojęzycznych kanałów.

A tymczasem pełnowartościowe życie składa się z takich małych kropek nad i, powtarzanych z uporem maniaka każdego dnia i nazajutrz. Przyzwyczajeń, do których z reguły nie przywiązujemy większej wagi, a których brak boli bardziej, niż przejażdżka środkiem komunikacji zbiorowej tyłem do kierunku jazdy.

Osobiście wyjątkowo upodobałam sobie rytuał spożywania malinowej herbaty w nierozłącznej asyście drożdżowego ciasta.

(L’oreal powiedział, że jestem tego warta).